wtorek, 31 grudnia 2013

"It's human nature to be free and no matter how long you try to be good you can't keep a bad girl down."K.J. Steinberg -Gossip Girl

Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 31

Śniadanie wedle definicji to pierwszy posiłek dnia. Czyli zaczynajmy:
Koło północy były pistacje,kawa,mandarynki, orzeszki arachidowe.
Niemieckie latte macchiato. A rano w południe pizza. I kawa zwykła.
Rozpuszczalna.




Buziaki i uściski
Olala vel Fiolka & Siaśka vel Natalia


poniedziałek, 30 grudnia 2013

"Jest jeszcze jedna cecha kotów, którą podziwiam. Koty nie uznają żadnej winy. Kiedy pies rozwali lampę, wiesz to – wystarczy spojrzeć na psa. Koty nigdy nie uznają żadnej winy, kot po prostu z miejsca przechodzi do kolejnej aktywności. „Co się stało? Chrzanić to, ja jestem kotem. Coś się zbiło? Pytaj psa.” George Carlin


Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 30
Szklanka wody z cytryną i miodem. Dzisiaj współjadacz śniadań jest smutny.



On ze mną śniada. I się uczy-przy okazji roznosząc w zębach moje długopisy. Towarzyszy przy pieczeniu ciast licząc,że w kuchni dorwie maminą pieczeń lub chociaż wyłowi sobie jeden z moczących się filetów śledziowych.

Miauczy przeraźliwie o 23,bo chce jeść.Rozgrywa mecze piłki nożnej zakrętką od wody mineralnej. O drugiej w nocy. Wtedy gdy JA chce iść spać. Przy moich śniadaniach jest zawsze pierwszy. Moczy łapę w mleku do ciasta i oblizuje ją zamiast się po prostu napić(nie wspominając o tym,że to nie jego mleko!). Gdy widzi latte -biegnie szybciej niż ja-szklanki trzeba bronić niczym niepodległości. Jego największym przysmakiem jest psia karma.

Znak zodiaku: recydywista
Hobby: wykopki w doniczkach mamy,kradzieże kapci,spanie,jedzenie
Przyjaciel: owczarek podhalański
Miejsce do drzemek: brzozowy pieniek przy kominku
Używki: kocimiętka, piwo(przepada za czeskim,które podpija naszym nieświadomym gościom z kufli)

W dni tygodnia budzi mnie polowaniem na moje nogi o 6.37. W weekendy daje pospać i budzi o godzinie 9.00. Ale nie...nie myślcie,że poluje jak normalny uczciwy kot - czyli przez kołderkę. On by zapolować wchodzi pod kołdrę...

Współjadacz śniadań w domu rodziców wygląda tak.








niedziela, 29 grudnia 2013

"Bach, przylgnąłem do okna, nie istnieję, mam wakacje od bytu, w końcu to niedziela, nie?" Marek Bieńczyk

Niedzielne poranki są rozlazłe. Po prostu.One tak mają. I niczym tego nie zmienisz.
Niedziela wciąga  powoli w niezauważalny wir każdego kto stanie na jej drodze i wstanie z łóżka przed godziną dziewiątą.Możesz walczyć. Możesz się sprzeciwiać. Ot Twoja wolna wola. Dobre chęci są zawsze w cenie. Proszę.Nie spodziewaj się jednak cudów po niedzielnym poranku. Możesz zakładać,planować,nastawiać budzik,stawiać w pobliżu łóżka buty biegowe(najpewniej kot/pies weźmie jeden z butów w zęby i zaniesie na drugi koniec pokoju więc nawet nie próbuj...) czy szykować sobie stos notatek do przejrzenia(w najlepszym wypadku kot poloży się na nich spać, w najgorszym...sam sobie wyobraź co się z nimi stanie), zakładać napisanie połowy projektu i przeczytanie połowy leksykonu.

I tak nie zrobisz nic konstruktywnego no może prócz zjedzenia śniadania i wypicia kawy.
A zresztą nawet jeśli byś chciał drogi Czytaczu Czytelniku - to wiesz,że takie robienie czegoś konstruktywnego w niedzielę rano jest sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem niedzielnego poranka?


Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 29
Kawa,jedzone w łóżku do spółki z kotem grzanki z salami,żółtym serem,plastrami pomidora i czarnymi oliwkami. W przelocie złapana mandarynka i próba ogórków kiszonych Mamy.





czwartek, 26 grudnia 2013

"Obudziłem się rano ze strasznym pragnieniem, by cały dzień leżeć w łóżku i czytać." Raymond Carver

Dzisiaj za to spałam. Spałam do późna.Nie zjadłam śniadania-wypiłam w zamian dwie kawy.Zaraz potem obiad-nie,nie opłacało się jadać śniadania. Było w zamian małe co nieco jak to mawia jeden z moich idoli(Kubuś Puchatek) z makowcem i piernikiem w roli głównej.

Kolędy i piosenki świąteczne przejadły mi się już jakoś nawet dwa dni przed wigilią. Tak samo jak oficjalna interpretacja świąt.Trzeba było szukać czegoś innego. Alternatywnego.Drugiego dna. Innego znaczenia niż to wtłaczane nam przez Biblię,komercję,media...

Bo święta mają w sobie coś z niespokojności  i mroczności ciemności za oknem. Przesytu tym rokiem. Niedoboru wiary. Braku nadziei na dłuższe dni.Połowinek jesienno-zimowej części roku. Ciemności krótkich dni. Szamotania się z nastrojem.Przemęczeniem. Przesileniem roku. Leczonych pierwszą gwiazdką,bliskością rodziny,dużą ilością jedzenia,ciepłem kominka i mruczeniem zadowolonego kota.

Saturnalia. Mitra. El Gabala.Sol Invictus.
Nie tylko Narodziny Pańskie.







poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Potem jednak była ostrożniejsza z pragnieniami i marzeniami. Zrozumiała, że czasami człowiek otrzymuje to, czego pragnie." Bente Pedersen



Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 23

Cappuccino. Cynamonowe jabłka zapiekane ze startym kruchym ciastem.
Jedzone pod kocem, w łóżku, z kotem,laptopem i w pidżamie. O siódmej rano.
Chyba zwariowałam.




niedziela, 22 grudnia 2013

Jak pies z kotem... C'est la vie?

Czasami trzeba spróbować wielu relacji z takimi samymi ludźmi jak Ty. By zrozumieć,że sens tego wszystkiego ukrywa się za odmiennością. Za znajdywaniem w odmienności podobieństw, za szukaniem w podobieństwach różnic. I nie nauczy Cię tego żaden serial,żadna książka,żaden film i żadne opowieści. Na własnym ego trzeba tego wszystkiego doświadczyć... albo czerpać z doświadczenia innych. Mądrzejszych od nas ludzi istot.

Bo one-zwierzaki.Wiedzą to najlepiej. Najlepsi przyjaciele ever. I mimo,że owczarek ma drugiego owczarka do towarzystwa. A kociak 6 innych towarzyszy tej samej rasy...to i tak razem im najlepiej.

Chociaż jedno przerosło drugie. To nadal się zdarza jedzenie z jednej miski. Psia karma jest najlepsza choć pies traktuje kocią jak przysmak...Nie nie szukaj tu logiki drogi przechodniu, drogi czytaczu ;)

Wspólna noc w psiej budzie,bo kot nie chciał zejść z drzewa na czas.Małe leżakowanie na materacu. Dawanie kocio-psich buziaków. Aż w końcu czyszczenie kota przez psa...skoro kot jest brudny trzeba go wyczyścić,prawda? Oczywiście nie zaszkodzi skoczyć na grzbiet psa z okiennego parapetu czy zarysować mu pazurem nosa od czasu do czasu.

To nic że jedno waży teraz kilogramów pięćdziesiąt,a drugie ledwie pięć.Patrzą się przez szybę okienną. Popiskują. Miauczą. Szczekają. Trzeba jedno wypuścić/wpuścić do drugiego. Inaczej nie da rady spać.

Na psi ogon najlepiej się poluje, z kotem najlepiej się śpi,kota trzeba też umyć-bo jak zwykle jest brudny i wpuścić do budy.A psa od czasu do czasu trzeba poirytować wspinaniem się na jego grzbiet i wyjadaniem mu z miski chrupek. Ot życie. Kocio-psie. C'est la vie.


















czwartek, 19 grudnia 2013

„Ręce można też ogrzać i o garnuszek w którym jest gorąca kawa, jeśli na świecie jest już tak zimno.” Tadeusz Różewicz

Myślałam,że już się nie polubimy Grudniu. Ale widzisz? Jak chcesz to potrafisz...
Chyba znalazłam idealną piosenkę świąteczną dla mnie. Trochę ciszy tuż po dwudziestej trzeciej. Przerywanej kolejnymi piosenkami rmf classic.Trzy ostatnie ciastka z żurawiną i czekoladą. Odrobinę magii jedynego wolnego wieczoru przedświątecznego w Gdańsku.

Nie poszłam na wigilię grupową. Nie poszłam na wigilię znajomych.Zrobiłam w zamian kubek herbaty. Usmażyłam placki.Usiadłam przy oknie czekając na wiedźmy.Pierwsza wolna chwila dla siebie od wielu wielu dni.Mały sabacik. I truskawkowe piccolo na macie do jogi.Na podłodze.Dosłownie wszędzie. Słodko-lepkie godziny czekania. Okruchy magi świąt znalezione pod łóżkiem. Niepodlana gwiazda betlejemska i zapach świeżo upieczonych ciastek. Gotowanego naparu z cynamonu i pomarańczy. Echo śmiechów w ciszy. Brokat na poduszce

Smutno mi tylko,że nie zobaczyłam z Tobą świątecznych dekoracji w rynkach trzech miast. Przepraszam. Może w przyszłym roku? Chodź obejrzymy dekoracji na moim oknie. Wypijmy gorącą czekoladę. Naprawdę nie mam ochoty wychodzić dziś z domu.




poniedziałek, 16 grudnia 2013

- Cześć kochanie, jak się miewasz? - Poruszam się w pozycji wyprostowanej i oddycham. Stephen King

Nie. Bo nie. Bo grudzień i listopad to nie to samo. Listopad ukryty za pozmianowoczasową ciemnością, ledwie zauważalny w blasku zniczy i pochmurnej aury. Spowity we mgle. Spokojny. Skromny. Melancholijny.Prowadzi mnie za rękę przez kolejne tajemnicze uśmiechy i mroczne zakamarki jesieni.Intryguje.Cały w wietrze, deszczu i różnych odcieniach szarości. Zimny choć nie lodowaty. Cichy. Pozwala na chwilę zadumy i śmiechu podczas biegu by zdążyć na ostatni dzienny tramwaj do domu...

Grudzień jest bezwstydny. Przyspiesza niemiłosiernie już wraz z pierwszymi jego godzinami.Wybucha złotem,srebrem,czerwienią i zielenią. Kolejnymi prezentami i rozgardiaszem. Głośnym śmiechem Mikołaja z parkingu Galerii Handlowej. Kolędami. Wymagający. Męczący.Ale i szalony. Bardzo terminowy.Musi dostać to co najlepsze.Nie uznaje kompromisów. Kochasz lub nienawidzisz. Wpadasz w wir grudniomanii albo jesteś uważany za Grincha. W efekcie niedosypiasz. I się stresujesz. Wszystko musisz zrobić przed świętami. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik kolokwia,prezenty,zakupy,projekty.

Tak bardzo kontrastuje z moim listopadem. Kiedy nic nie muszę. Za bardzo. Listopadowe dzieci tak po prostu mają. Wolą listopad. Sorry grudniu.Idź już sobie.



Podupadły projekt śniadanie.
Śniadania jem normalne. Jak na warunki mojego wydziału. Banan,ciastka,kawa. Energetycznie.


Ktoś uczy się szwedzkiego? 
Zachwycona <3

niedziela, 8 grudnia 2013

Śniadanie u dietetyka.

Niektóre śniadania jada się w naprawdę dobrym towarzystwie,ale dziwnym otoczeniu.
Albo się ich nie jada...To zależy.

Z Kate i Siaśką. Bo Piotrek poszedł Nas zdradzać...

sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajki 2013 / "Last Christmas I gave you my heart But the very next day you gave it away This year To save me from tears I'll give it to someone special " Wham

Mikołaj i Ksawery. Dwaj faceci,którzy zawładnęli moim piątkowym dniem. Dzięki Ksaweremu musiałam wstać godzinę wcześniej(Dzięki Stary,no naprawdę, pozdrawiam wszystkich poruszający się kolejkami miejskimi xoxo). Dzięki Mikołajowi musiałam logistycznie ogarnąć przewiezienie się na uczelnie z dwoma torbami podróżnymi,torbą z prezentami dla Kate, z wódką dla Rodzynka :* i paką 60ciastek maślanych i pierniczków by osłodzić znajomym uniwersyteckie życie.

Myślałam,że czapka mikołaja ochroni mnie przed złem całego świata i wydmuchaniem przez Ksawerego. Jakżesz się myliłam! Ksawery to charakterny energetyczny orkan chłopak,który sobie w kaszę nie da dmuchać!

Ale wiesz Orkan?! Nie ze mną te numery! Mikołajki spędziłam na uczelni,biegając od osoby do osoby z uśmiechem kretyna numer 15001900 "Udanych Mikołajek Bejboszu!" ubierając kodeks cywilny w czapkę Mikołaja. A potem lekką ręką licząc jakieś 190minut  siedzenia na walizkach,romansując z KC w Gdańsku Głównym oczekując pociągu relacji Gdynia Główna-odczepiane wagony w Bydgoszczy do Poznania-Katowice...
A mój pociąg-kierunek południowy-na Katowice odjechał o 15:19....

Ale teraz już wiem-Mikołaj ma ciężką harówkę. Seriously. Naprawdę nie wiem jak on to robi,że wszystkie dzieci dostają prezenty na czas-ach no tak...już wiem-Mikołaj korzysta z reniferów,a nie polskiej kolei ;)No i ten stres czy Kate spodoba się prezent?


Droga Julko jestej najbombastyczniejszym Mikołajem ever! <3 I nawet nie wiesz jakie katusze przeżywałam odbierając w czwartek paczkę z poczty...Pachniało niebiańsko. Obmacując stwierdziłam,że toto może być coś wydzierganego-ale tak ładnie pachniało...Potem zmieniłam opcję na kawowe ciastka kończąc na...no nie ale jednak paczka jest ciut twardawa więc to nie szaliczek wydziergany na drutach ani nic....Maybe granola kawowa?

BYŁO LEPIEJ. DOSTAŁAM KAWĘ! <3 herbatkę, czekoladki, kubeeeeeczek(taki sam kupił Mikołaj mojej wylosowanej osobie i  z żalem oddawał,ale to był ostatni w sklepie, no i .... JULIA dziękuuuuujęęęę! :* 
P.S.Uratowałaś mi życie czekoladkami gdy dogorywałam na dworcu.




środa, 27 listopada 2013

“Rozcieńczam się, odbarwiam, mam kolor powietrza.” Grzegorz Kaźmierczak

Mam wrażenie że się rozcieńczyłam w tych wszystkich przepisanych mi rozpuszczalnych niedziałających witaminach. Odbarwiłam się kompletnie biorąc białe jak kreda tabletki. Jestem blada jak ściana czyli jak zawsze. Zasadniczo nie odstaje od normy choć zdrowych rumieńców brak. Są za to lekko obtarte place próbujące odkręcać kolejne tubki i buteleczki z ciemnego szkła. I jakiś nowy uraz. Stary-leczony przez rok. Znów odnowiony. Do przychodni.Lekarzy.Wypisywania kart. Czekania na wyrok. Wychodzenia bez śniadania by zrobić badania z których nie wynika tak naprawdę nic nowego próz odchudzenia portfela. Ogólnikowe słowa, utarte lekarskie frazesy są męczące. Wykańczające. Psychicznie. Bardziej niż dolegliwości.

Dwa tygodnie użerania się z lekarzami to ponad moje siły zwykłego śmiertelnika. Ale to już koniec. Machamy ładnie pani lekarz numer jeden. I pani lekarz dwa,tej z przychodni nocnej. Żegnamy panie recepcjonistki.I pozostałych pacjentów. Starsze panie,które kulturą i dobrymi słowami chyba nigdy nie nie zgrzeszyły(tak inne od starszych ludzi,którzy mnie ostatnio spotykają w windzie bloku, na zajęciach i w pociągu-bo są naprawdę istnieją. Mili starsi ludzie. Z optymizmem przyglądający się Nam młodym,którzy miotają się między przystankami,uczelniami i pracami)Och i małego chłopca obdarowującego ostatnio w poczekalni obrazkami własnego autorstwa i szerokimi uśmiechami.

Niczego mi nie brakuje jeśli mówimy o ten krąg przychodniach zawiłości leczniczych.Już skończyłam ten etap tułaczki po przychodniach i gabinetach lekarskich.

No może jednak tego promiennego uśmiechu i rysunku wciskanego przez 5latka próbującego wytłumaczyć mi w poczekalni jak fajny jest Ben 10.



Projekt śniadanie. Dzień kolejny.
Kanapki ze szpinakiem,awokado i pomidorem. Posypane pietruszką. Przyprawione nieprzyzwoitą wręcz ilością soli morskiej i pieprzu.



środa, 20 listopada 2013

"W listopadowy wieczór wchodzisz lekko i obojętnie ponury nastrój żegnając z wdziękiem, mówisz chodź, poprowadzę cię bezpiecznie wśród przechodniów rozmazanych mgłą codzienności nie dogoni nas szarość ani pustka jesiennej nicości..." Adam Ponichtera



Projekt śniadanie. Dzień kolejny
Edycja 2.

Cynamonowe placki z wiśniami. Smażone na maśle. Podane z białą wedlowską czekoladą z ziarnami kakaowca. Skropione domowym pomarańczowym syropem. W tle fantazyjnie rzucona ściera.



Boję się,że listopad skończy się za szybko i nie zdążę się nim nacieszyć.

piątek, 15 listopada 2013

"Dłubiemy sobie nawzajem w sercach, w oczach, w wątrobach, straszymy się, sprawdzamy, przewiercamy na wylot. Duchowa strona człowieka nie podlega żadnej ochronie. To aż śmieszne: na robienie zwykłych domięśniowych zastrzyków trzeba mieć specjalne pozwolenie, ale majstrować przy duszy ludzkiej może praktycznie każdy, kto zechce: ksiądz, agitator, kochanek, przechodzień. Nikt." Agnieszka Osiecka

Dziś-późnym popołudniem, a wczesnym wieczorem-będę przeprowadzała "operację na otwartym sercu". Przy kawie,ciastku i niemej publiczności.Choć nie powinnam pić kawy.
Stare sposoby się sprawdzą-mam nadzieję.Patent strzelania sobie w nadgarstek z gumki recepturki ukrytej pod zwojami perłowych bransoletek-mnie nie zawiedzie. A mieszanie łyżeczką -pięć razy w lewo,trzy razy w prawo-zadziała.

 Nie zjadłam śniadania,bo wstałam niemalże na obiad. Nastąpiła dezercja uczelniana- nie poszłam na zajęcia.I nie zrobiłam w tym czasie nic co mogłoby się poszczycić mianem choć odrobię nawet -konstruktywnego wykorzystywania swojego czasu.Rozplanowywania go czy też niemarnowania. Nie wzięłam leków i nie ubrałam się,siedząc do godziny 15tej w pidżamie.

Mam wprawdzie zwolnienie. Kwit od lekarza. Cechy charakterystyczne:niewyraźny podpis. Wymiary: 15x21.  Od wielu dni bagatelizowany,dziś w końcu wykorzystany. O dziwo wyrzutów sumienia brak.



Na ukojenie nerwów,korzystając ze sposobności, zjadłam pół białej czekolady. Jest pyszna.




wtorek, 12 listopada 2013

“Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność. Ja zapisuje rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej, niż można osiągnąć.”prof. Wiktor Osiatyński

Problemy z zakuciem KPK?

-Zjadłam oskarżyciela publicznego!
-A ja oskarżonego..
-Ej został jeszcze jakiś ławnik dla mnie?
-Zjadłam obrońcę
-To nic,nie martw się był przecież taki zielony jeszcze...
-Najlepszy posiłek był z oskarżyciela posiłkowego,no co Wy!

Nie u Nas.  Z kilogramem haribo na wykłady wszystko wydaje się łatwiejsze.
Tylko nie wiemy dlaczego ludzie tak dziwnie patrzyli na salwy śmiechu podczas przerwy na wykładzie.
Czyżby nigdy się nie uczyli postępowania karnego na misiach haribo?!

I jeszcze tylko wziąć wryć sobie słowa Osiatyńskiego głęboko w mózgowe zwoje.
Koniecznie.


sobota, 2 listopada 2013

“Dzisiaj przyszła mi do głowy pewna myśl - tak jasna i oczywista! W pierwszej chwili wydała mi się wręcz niedorzeczna - wprawiła mnie w oszołomienie i wręcz lekką histerię: - Mogę zrobić absolutnie wszystko i poza mną samą nie istnieje nic, co by mnie powstrzymało...” Susan Sontag

Być może to nieodpowiednie dni,ale kiedy jak nie teraz,gdy o północy granica między życiem,a śmiercią jest najwyraźniejsza?Gdy robi się ciemno już w okolicy godziny siedemnastej i każda ilość cynamonowo-pomarańczowego syropu  w mojej herbacie jest "akuratna".  Ale perspektywy robienia absolutnie tego co chcę - są za każdym razem jednakowo niesamowite

Co jakiś czas tak mam. Co jakiś czas ta myśl wprawia mnie w oszołomienie. Oddycham nią. Wręcz się krztuszę tak samo jak zbyt rześkim lodowatym powietrzem.

 Za pierwszym razem spętana jeszcze sobą-wpadłam w całodniową histerię. Za drugim razem-było już lepiej. Potem to już tylko lekki paraliż myśli. Odrobina paniki. Dziś to tylko chwila. Kilkuminutowe lewitowanie moich myśli nad ziemią. Zatrzymanie się w czasoprzestrzeni i moim niedoczasie. Szybka analiza. Potwierdzenie. Pieczątka przybijana na duszy.Ulga.Kolejne plany na następne 3 lata. Naprawdę lody jedzone na śniadanie mogą się znudzić. Szpilki też(podobno). Wolę owsiankę

Zabawne. I wiedząc,że mogę zrobić absolutnie wszystko-wybrałabym to moje obecne zniewolenie obowiązkami. Taplam się jak pięciolatek w morzu możliwości. I nie chcę jeść lodów na śniadanie.

Pora wsiąść do pociągu. Znowu.


Śniadania śniadania. Powroty do domu nad ranem nie służą jedzeniu wczesnych grzecznych śniadań.Zjadłam za to dwa desery.Sama w pustym domu z kotem u boku wyjadającym mi ciasto i nie czekającym aż się nim podzielę. Potem odkryłam kanapki: z sosem czosnkowym,wędliną,pomidorkami i różyczkami brokuła. I na śniadania nie jadłam już nic innego. Kocisko się ucieszyło. Chyba woli jednak mięso niż ciasto owocowe.




środa, 30 października 2013

"Zbudziłem się o tej mrocznej godzinie, która zaczyna beznadziejny dzień jesienny. Leżę i patrzę w okno pełne chmur, a właściwie pełne jednej chmury, jak sczerniała ze starości tapeta. To jest godzina podliczania kasy życiowej, godzina codziennego obrachunku. Kiedyś ludzie podsumowywali się o północy, przed ciężkim zaśnięciem, teraz biją się w piersi nad ranem, obudzeni łoskotem zdychającego serca" T.Konwicki z "Mała Apokalipsa"

Poranki dużo uczą. Pokazują, że jedna minuta zaważy na tym czy zdążysz na kolejkę czy nie-a kolejna jest za godzinę. Pan taksówkarz  jest wolniejszy od kolejki miejskiej, a perony co do zasady zmieniają się w ostatniej minucie w czasie przyjazdu pociągu. O ile łatwo jest wsiąść do pociągu o wysiąść już niełatwo biorąc pod uwagę dworcowe tłumy w dużych miastach. Łapanie wi-fi na dworcu to nie lada sztuka jednak o wiele prostsza niż łapanie Internetu uczelnianego. A niesienie czerwonych szpilek  w dłoni  wraz z ciągnięciem walizki o czwartej  zero dwie rano wzbudzają zaciekawione spojrzenia ludzi. Jadących na poranną zmianę. Skądś wracających. Gdzieś jadących. Ślę uśmiech. Zabawne. Nie spodziewałam się tylu nieśpiących ludzi o takiej porze


 Opadające liście z drzew-choć śliczne-są niebezpieczne(w skrócie-można się zabić albo porządnie potłuc)- już rozumiem kazus z prawa cywilnego ten z liśćmi i złamaniem nogi,choć tendencje gdańsko-historyczne pozostają i  pół mojej grupy zgodnie pozwałoby drzewo zamiast spółdzielni. Od piątej z na dobre trwa życie w podmiejskich kolejkach.O 6.20 jest już całkowicie jasno. Początek tego tygodnia spędzam w pociągach.  Pobojowisko o poranku. Czytałam Kubusia Puchatka. Robiłam nieracjonalną listę "things to do".Na stoliku gdzieś nieopodal leżał samotnie na stercie papierów kodeks,a obok stała duża butelka mineralnej. 

Pobojowisko wieczorno-pociągowe niewiele się różniło. Choć może byłam nieco mniej wyprasowana.W woreczku nie czekał na mnie stos placków z jabłkiem i dynią. A pod osłoną zmęczenia nie przebierałam się w wygodne dresy i nie jechałam w towarzystwie kocyka wygrzebanego z dna walizki przy uważnym spojrzeniu współpasażerów.

Projekt śniadanie. Dzień kolejny. 
Edycja 2.


sobota, 26 października 2013

"We're not in Wonderland anymore, Alice." Ch.Manson

Projekt śniadanie.Dzień 24

Edycja 2


Cynamonowa kasza jaglana. Uprażona przed gotowaniem. Gotowana pod przykryciem na wodzie i mleczku kokosowym. Z zimnym kisielem z wiśni i pokruszonym brownie.


Nierealnie realny dzień.Wyrwany niczym ze snu nocy już jesiennej. Jasny.Słoneczny.Wietrzny. Czysty w swoich zamiarach. Idealnie wyważony. Bezstresowy. Bez często występującej ostatnimi dniami mgły ograniczającej widoki na życie,plany,marzenia i okolice.Pozwalający mi na zrezygnowanie z liczenia każdej minuty. Zatopiony w cieple pościeli gdzieś między jawą, a snem do późnego przedpołudnia. Jednocześnie przy jakiejkolwiek próbie stawienia oporu własnej pościeli-otaczał chłodem. Wyziębiał jak tylko jesienny dzień potrafi,obezwładniał spokojem,wabił kolorami liści i obietnicą poprawy.Rześkie powietrze oczyszczało umysł. Wszystkie problemy stały się rozwiązywalne.
Dwie psychodeliczne rozmowy telefoniczne obudziły mnie z piątkowego letargu. Zakończyły mój dzień ochrony psychicznej. Trochę szkoda.Wyłączyłam telefon. I jem makaron ze szpinakiem grubo po godzinie 22.00.Dzisiejszy piątek był nieco nierealny.Z lekka psychodeliczny.Zasadniczo nieopisywalny.


czwartek, 24 października 2013

"A teraz zgasimy światło i do rana nie będziemy mieć żadnych zmartwień, a rano, jeżeli nam się zechce, postaramy się o nowe. Dobrze?" Stanisław Lem

Projekt śniadanie.Dzień ...
Edycja 2

Tym zajmuje się wieczorami





By rano mieć to

Płatki owsiane gotowane na mleku kokosowym i jajku. Z budyniowym proszkiem,cynamonem i miodem. Skrojoną połową pomarańczy "z wczoraj" i posiekaną gorzką czekoladą.Kawa miętowa jako dodatek. A tuż po przebudzeniu letnia woda z sokiem z cytryny,imbirem i miodem.



niedziela, 20 października 2013

"Ze schyłku sierpnia na wrzesień - zaczęło się zdmuchnięty połową października zamykam się w sobie i znikam wśród wzruszeń i wśród uniesień znów niegościnnie niesie mnie jesień..."Adam Ponichtera

Mówi się,że praca biurowa,praca naukowa-sama nauka - to praca niemęcząca. Stosunkowo dobra. niewymagająca fizycznie. Tylko jedna kwestia mi tutaj nie pasuje. Skoro ta cała nauka jest tak prosta-to dlaczego zaczynam ją świeżo wyprasowana, a kończę z mankietami wywiniętymi do łokci,rozpiętymi dwoma guzikami koszuli, kosmykami włosów daleko poza reżimem wsuwek i prawie pustą półtoralitrową butelką wody? I obserwując wokół-jakoś się nie różnie od większości ludzi. Choć może-kolega z lewej trochę przesadził- kupując zamiast zwyczajnych stoperów-nauszniki przeciwhałasowe w pobliskiej castoramie.

Projekt śniadanie. Dzień 22
Edycja 2

Sobotnie śniadanie to miodowy migdałowy batonik.Z przypadku,bo pokątnie dorwany w pobliskim Lidlu poza greckim tygodniem. I migdałowe kakao choć prędzej mu do kakao z łyżką amaretto i miodu. Z resztką stopionej czekolady i odrobiną soku z cytryny.Na mleku migdałowym.

Projekt śniadanie. Dzień 23
Edycja 2
Niedziela przyszła trochę za wcześnie. Piątek minął na użalaniu się melancholii rozwiązywania sercowych problemów. Sobota na ożywionym nadrabianiu straconego tygodnia. Niedziela? Alę jak to,już?Nic nie wspominając tak o sobie przyszłaś, a ja nie mam już znowu wiśni,ani nawet mleka. Nie zrobiłam zakupów. Cytryny się skończyły i jak ja Ci zrobię tak bardzo wyczekiwaną miskę owsianki? No nie zrobię. Racja. Za oknem mgła i gdybym wyszła tylko z ciepłego mieszkania,z w miarę ciepłej windy,z chłodnej klatki schodowej-zgubiłabym się.
Słodkie migdały znów ratują mi cztery litery żołądek. Tym razem w towarzystwie ciepłej wody z cytryną i imbirem.

czwartek, 17 października 2013

"W tym kraju ludzie nie cenią sobie poranka. Budzą się gwałtownie na dzwonek budzika, który druzgoce ich sen jak cios siekiery, i od razu stają się niewolnikami żałosnego pośpiechu. Niech mi pan powie, cóż może być wart dzień, który zaczyna się od takiego aktu przemocy? Co musi dziać się z ludźmi, którzy co dzień za pośrednictwem budzika doznają miniaturowego elektrowstrząsu? Każdego dnia przyzwyczaja się ich do przemocy, każdego dnia oducza się ich od rozkoszy. Proszę mi wierzyć, że o charakterze ludzi decydują ich poranki." Milan Kundera

Projekt śniadanie. Dzień 21(?)
Edycja 2.
Słodki, lepki,idealnie ciepły,parujący,kojący wanilią nerwy. Budyń. Zalany truskawkowym syropem.Nareszcie jakieś dobre śniadanie. Chociaż w pośpiechu i bez zdjęcia-to taka mała kojąca rzecz cieszy do tego stopnia by dodać blogowy wpis.

Codziennie coś nie wychodziło. Coś było nie tak. I ze śniadaniami. I w życiu.
Raz nie było wanilii. A raz zabiłam czekoladowość budyniu  miodem. Kiedy indziej budyń nie wyszedł czekoladowy tylko grudkowo-kakaowy. W historii  śniadań tego tygodnia zaszczytne miejsce  nosi też jabłko wrzucane do torebki,jedzenie rosołu o szóstej zero dwie i niedobra babeczka jedzona w drodze,w biegu,w pośpiechu miedzy przesiadką z pociągu na trolejbus.


niedziela, 6 października 2013

"Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!"

L.M.Montgomery


Projekt śniadanie. Dzień 17,18,19,20
Edycja 2.

Kanapki z dżemem,mrożone wiśnie w owsiance i tosty.Śniadania znikają jak szalone.
A dni-jakby nie chciały być gorsze od śniadań-mijają jeszcze szybciej niż zazwyczaj, ukazując nagle wieczór.

-Ale hej,hej panie dzień?! Gdzie pan uciekł? Przed chwilą było rano!

Ale tak już bywa gdy zajęcia kończą się wcześniej. Zdecydowanie na tyle wcześnie by wyjść grupowo do pubu, gorsząc przy okazji grupkę koleżanek,a jednocześnie na tyle późno by dziwnie wyglądać w jasnej dziennej grzecznej sukience. Wtapiając się w atmosferę.Zatapiając się w niej. Błądząc po tak przecież dobrze znanym miejscu. Myląc X z Y. Bawiąc się świetnie. Zapamiętując piosenkę i szukając jej później-już ciemną nocą pod kocem z kubkiem gorącego kakao-śledząc przejeżdżające z rzadka SKM'ki za oknem.Podczas powrotu jasna sukienka odcina się od ciemności wieczoru. Dziwne. W pubie przecież wtapiała się w ciemność idealnie.



Razowiec z masłem,sałatą,wędzonym kurczakiem,jajkiem gotowanym,zielonym ogórkiem i szczypiorem. Posypane zmieloną w młynku solą morską. Mocna herbata z wczoraj.