sobota, 11 maja 2013

Światło mnie ozdabia – powiedziała stokrotka. Ale powietrzem oddychasz – szepnął głos poety.

-Hand Christian Andersen
Gdzieś między karnym a konstą,niemieckim, a szwedzkim, a wspomnieniem cywila...(tak nie licze już dni tygodnia bez sensu) postanowiłam zrobić kawę. Cóz-nic nowego. Prościzna. Jedyne co można schrzanić to przypalić wodę na kawę,ale z czajnikiem elektrycznym to trudne.


.Zalewam wodą. Chlust mleka...oj taaak. Kawusia gotowa.ale ale chwila...BIAŁA? no nie no coś nie tak. Myślę. Myślę. Biorę widelec(bo ostatnia łyżeczka poszła do pokoju wraz z jogurtem) wsadzam do kubka, badam. Żę mleko nie takie? Czy co? Że zsiadło? Ale jak?! Czemu jest na górze,czemu nie opadło czemu? Dwie godziny temu jeszcze normalne było. Wącham..

Hmm nie wsypałam kawy.Szkoda,że już nie zjem,śniadania w tym towarzystwie....szkoda. Może w przyszłym semestrze? Na pewno nie w tym. A tymczasem przerażona słowami stokrotka.