piątek, 14 czerwca 2013

„Moralne oburzenie składa się przeważnie w 2% z moralności, w 48% z oburzenia i w 50% z zawiści.”

Najbardziej nieprzyjemna rzeczą o poranku jest brak czasu na dopicie idealnie gorącej, ale nie wrzącej,nie za słodkiej i nie za gorzkiej,niezbyt mocnej,ale broń Cię o Buddo nie za słabej kawy. Ten żal gdy popędzana czasem musisz wyjść ściskając jeszcze kubek z kawa. Niby możesz przelać kawę do kubka termicznego...ale jako zaprawiony w bojach kawosz-masz przecież już gotowy wypełniony do granic możliwości kawą-kubek w torebce.Oczywiście z filiżanka sprawa jest prostsza. Po prostu chwila dwie i wypijasz. Problematyczna tu jest tylko szminka schodząca z ust i barwienie nią naczyń. Ale w sumie łatwiej się ją zmywa z filiżanek niebieskich,zielonych czy czerwonych...niż z białych. Zostawionych na wieczność na kuchennym blacie. Zmywane wieczorem lub wczesnym porankiem dnia następnego.

Są jednak dni spędzane całodniowo domowo.Wyglądając co jakiś czas-zza barykady zrobionej z koca,książek i nototek-czy pada czy nie,bo truskawki się kończą. Z kawą w wiadrze i chmurami za oknem. Gdy poranek możesz poświęcić na  ćwiczenie umiejętności smażenia tostów francuskich i planowania obiadu.


Projekt śniadanie. Dzień...10.

Cynamonowe tosty francuskie z trójkątnego chleba żytniego. Polane słodkim do granic możliwości syropem śliwkowym. I gotowanymi śliwkami. Słodycz śniadania przełamywać lekko kwaskowatymi polskimi truskawkami. Branymi w palce i bestialsko maczanymi w ciepłym sosie.

wtorek, 11 czerwca 2013

Biada te­mu, kto za­dowo­lony jest z siebie; ta­ki człowiek nig­dy nie nabędzie rozumu.

V.van Gogh

Dzień 8.
Minął trochę za szybko. Śniadania jako takiego właściwego nie było.Była za to szybka powtórka i kanapka gdzieś w okolicy południa.Przesiadywanie w dusznym ciemnym korytarzu na podłodze wydziału to taki sesyjny zwyczaj-gniotąc sukienkę,z truskawkami,montedrinkiem i wielką butelką wody. Pod koniec takiego dnia mam ochotę w zasadzie na nic. Nic tylko spać.Można go też skwitować: "Niebo gwiaździste nade mną. Prawo karne we mnie."



Dzień 9.
Tostowy chleb pełnoziarnisty z nutellą na talerzu upapranym sokiem z truskawek. Morele. Truskawki. Kawa. Naczelnie rozpraszające uwagę śniadanie. Bo dziś zamiast "niepodległość" czytam "niepoczytalność" i 5 minut minimum zajmuje mi dojście "co ja czytam".Trzymając kciuki denerwuje się za tych najbliższych dziś zdających egzamin.



niedziela, 9 czerwca 2013

Kiedy ja myślę o przyszłych cza­sach, o tych po ro­ku dwu­tysięcznym i da­lej, to nie po­doba mi się to, co widzę. Ja mam przy­jaciela. Bru­no ma na imię. On mówi tak: Ludzi co­raz więcej, a człowieka co­raz mniej. I ja widzę, że tak będzie w przyszłych cza­sach. Już te­raz tak zaczy­na być. Już się widzi te­go początki. Ludzi co­raz więcej, a człowieka co­raz mniej.

-E.Stachura

Projekt śniadanie. Dzień 6.
Dziś na śniadanie była kawa. I naleśniki. Naleśniki z twarogiem i dżemem z pomarańczy.Polane mleczkiem kokosowym. Podsypane wiórkami kokosowymi. Zjedzone z pokrojoną pomarańczą wybieraną ze szklanki palcami. Zdjęcia nie ma. Ale za to poranny kuchenny śniadaniowy bajzel zawsze wygląda tak samo. Śniadaniowy bajzel odzwierciedla też bałagan w mojej głowie.


Projekt śniadanie. Dzień 7.
Owsianka budyniowa. Na mleku roślinnym. Z wkrojonym jabłkiem. Dodaną kaszą manną. Z cynamonem i przyprawą korzenną sypaną od tak prosto z torebki. Z miodem posypanym makiem.




To koniec czy początek?
Początek czy koniec?

piątek, 7 czerwca 2013

Był czas gdy czczo­no Słońce. Przez wiele stu­leci bu­dowa­no mu wieże, złocis­te ołtarze, składa­no hołd o świ­cie, aż w to­ku wy­darzeń wy­gasł człowiek dla Słońca, które da­lej świeci...

M.Pawlikowska-Jasnorzewska

Projekt śniadanie. Dzień 5
Bułka posmarowana masłem ze stosunkowo drobno pokrojonym jabłkiem. Posypana cynamonem. Polana gryczanym miodem z pasieki. I w ten oto sposób skończyły się na stancji: miód,masło i jabłka. Bo te kanapki są jedzone ciągle. Czasami posypane startą gorzką czekoladą. Czasami prażonymi migdałami. Czasami makiem. A czasami jak dziś-solo - zagryzane orzechami laskowymi. Zapijane miętową herbatą.



czwartek, 6 czerwca 2013

W ciszy no­cy budzi­my wyob­raźnie, by w hałasie dnia, uśpić rzeczywistość..

Porąbane ambitne perfekcjonistki są tylko na chwilę.
Zapamiętaj.

Projekt śniadanie. Dzień 4.
Kasza kuskus. Z mleczkiem kokosowym. Karmelizowanym bananem. Suszoną morelą i żurawiną. Miodem. Podsypane nielimitowaną ilością wiórków kokosowych.
Chcecie to macie
Macie bo chcecie
Bądźcie grzeczni
Bo inaczej...

Komentarze on (o ile je zdołam włączyć
Informatyk Roku 2013...to na pewno nie ja)

Okay włączyłam jednak jestę Informatykiem Roku :P

środa, 5 czerwca 2013

Ach, długo jeszcze po­leżę w szkla­nej wodzie, w sieci wo­dorostów, za­nim na­reszcie uwierzę, że mnie nie kocha­no, po prostu.

M. Pawlikowska-Jasnorzewska

Wciąga mnie to co robię.
Wciąga i wciąga i cieszy.
I nic nikomu co ja tutaj robię.
Tutaj i w życiu. W życiu i tutaj.
Bo tutaj to nie życie.

Mój kawałek podłogi bloga.
Mój kawałek życia
Publikuję. Zmieniam.
Cenzuruje. Usuwam.
Odświeżam.Przenoszę.
Bloggerskie sprawy.

Co komu do tego?
Chcecie komentarzy.
Fajnie. Chcecie to macie.
Macie bo chcecie

Projekt śniadanie. Dzień 3.
Tosty francuskie. Cynamonowe. Z ciasta drożdżowego.Z mleczkiem kokosowym,rozgniecionym bananem,gorzką czekoladą. Skropione sokiem z pomarańczy.



A odpowiadając na emeila numer ileś,czekającego na odpowiedź XX dni: Tak z moim zdrowiem psychicznym wszystko w porządku. Rzekłabym najwporządku od założenia tego bloga. Nie żeby coś z nim było nie tak. Po prostu już w dzieciństwie zadecydowano-żeby mnie leczyć na alergię, bo na moją dziwaczność za późno. A miałam wtedy 5 lat.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Nie widziałam Cię już od miesiąca. I nic. Jes­tem może bledsza, Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, Lecz wi­dać można żyć bez powietrza.

M.Pawlikowska-Jasnorzewska


Jestem przeziębiona.
Ostatnio ciągle niedyspozycyjna.
Nie do zniesienia zajęta.
Dodaje śniadanie ze zmrożoną rzodkiewką.
Sama nie wiem dlaczego.

Projekt śniadanie. Dzień 1




sobota, 1 czerwca 2013

BLOGOWY DZIEŃ DZIECKA i największe w historii wspólne śniadanie.

Niektóre poranki są magiczne ot tak. Ot dobra kombinacja wstania prawą nogą z pyszną kawą,odrobiną wolnego czasu,przesiadywaniem pod kocem przed zajęciami na godzinę jedenastą czy weekendowym wysypianiem się i szybkim kombinowanym śniadaniem. Z zaspanym uśmiechem nieschodzącym z twarzy. Z uśmiechem bez powodu chowanym w kubku kawy. Między tramwajem, a przystankiem autobusowym

A niektóre śniadania są magiczne niczym kawa w nowej filiżance. Bo z kimś. Bo słońce za oknem. Bo ciepło.Bo maj. Bo śnieg.Bo zaplanowana owsianka nie była za słodka. A naleśniki w sam raz. Bo zjedzone na tarasie. Kawa wypita w ogrodzie z kotem ocierającym się o nogi i jeszcze śpiącymi psami. Z leniwym śniadaniem. Niespiesznymi słowami. I szybkimi krokami do kuchni na bosaka po zimnej posadzce,którą niechcący brudzimy ziemią z przydomowego ogródka.

Dzisiejszy poranek był jednak inny. To jeden z tych poranków z lat dziecięcych,na które wyczekuje się dniami-skreślając dni w kalendarzu,spoglądając na niego ze zniecierpliwieniem próbując siłą spojrzenia przyspieszyć płynący czas. To właśnie taki poranek jak te lata temu gdy nie chcieliśmy iść spać,bo rano obok łóżka pojawiał się prezent na dzień dziecka. Pojawiał się równie niespodziewanie co sklejający sen powieki-a przecież...przecież...jak...zamknęłam oczy na chwilę chwilkę...a przed łóżkiem niebieski leżak z kubusiem puchatkiem. Zza poduszki spada nowy jaś.Pod nim czekolada. Przez błękitne zasłony wpada słońce z obietnicą dnia...dziecka.

W tym roku pojawia się paczka przyniesiona przez listonosza. Szczęściem dopiero wczoraj.I skrzętnie chowana na szafie,na suszarce,w kuchni...Zmacana doszczętnie. Wyczekana...Pachnąca kawą i czekoladą.

Wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka!