środa, 30 października 2013

"Zbudziłem się o tej mrocznej godzinie, która zaczyna beznadziejny dzień jesienny. Leżę i patrzę w okno pełne chmur, a właściwie pełne jednej chmury, jak sczerniała ze starości tapeta. To jest godzina podliczania kasy życiowej, godzina codziennego obrachunku. Kiedyś ludzie podsumowywali się o północy, przed ciężkim zaśnięciem, teraz biją się w piersi nad ranem, obudzeni łoskotem zdychającego serca" T.Konwicki z "Mała Apokalipsa"

Poranki dużo uczą. Pokazują, że jedna minuta zaważy na tym czy zdążysz na kolejkę czy nie-a kolejna jest za godzinę. Pan taksówkarz  jest wolniejszy od kolejki miejskiej, a perony co do zasady zmieniają się w ostatniej minucie w czasie przyjazdu pociągu. O ile łatwo jest wsiąść do pociągu o wysiąść już niełatwo biorąc pod uwagę dworcowe tłumy w dużych miastach. Łapanie wi-fi na dworcu to nie lada sztuka jednak o wiele prostsza niż łapanie Internetu uczelnianego. A niesienie czerwonych szpilek  w dłoni  wraz z ciągnięciem walizki o czwartej  zero dwie rano wzbudzają zaciekawione spojrzenia ludzi. Jadących na poranną zmianę. Skądś wracających. Gdzieś jadących. Ślę uśmiech. Zabawne. Nie spodziewałam się tylu nieśpiących ludzi o takiej porze


 Opadające liście z drzew-choć śliczne-są niebezpieczne(w skrócie-można się zabić albo porządnie potłuc)- już rozumiem kazus z prawa cywilnego ten z liśćmi i złamaniem nogi,choć tendencje gdańsko-historyczne pozostają i  pół mojej grupy zgodnie pozwałoby drzewo zamiast spółdzielni. Od piątej z na dobre trwa życie w podmiejskich kolejkach.O 6.20 jest już całkowicie jasno. Początek tego tygodnia spędzam w pociągach.  Pobojowisko o poranku. Czytałam Kubusia Puchatka. Robiłam nieracjonalną listę "things to do".Na stoliku gdzieś nieopodal leżał samotnie na stercie papierów kodeks,a obok stała duża butelka mineralnej. 

Pobojowisko wieczorno-pociągowe niewiele się różniło. Choć może byłam nieco mniej wyprasowana.W woreczku nie czekał na mnie stos placków z jabłkiem i dynią. A pod osłoną zmęczenia nie przebierałam się w wygodne dresy i nie jechałam w towarzystwie kocyka wygrzebanego z dna walizki przy uważnym spojrzeniu współpasażerów.

Projekt śniadanie. Dzień kolejny. 
Edycja 2.


4 komentarze:

  1. Cudo.... Pojechałabym gdzieś pociągiem, o dowolnej godzinie. Tym bardziej patrząc na te jeżdżące przed moim oknem, kiedy macham popołudniami do oświetlonych przedziałów i zastanawiam się, czy ktoś patrzy na mnie i zastanawia się "dlaczego ta dziewczyna tutaj macha?'.

    Ja na studiach miałam legendarny kazus złamania nogi na nieodśnieżonym chodniku, kiedy wszyscy chcieli pozwać właśnie spółdzielnię, a pozywać należało właściciela chodnika tj. właściciela sąsiadującej działki, tj. własciciela domu, który swojego chodnika nie odśnieżył.

    A cytat Konwickiego jest świetny, w ogóle wspaniałe znajdujesz te cytaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. ZAZ jest tak hipnotyczna, że brak mi tak wielkich słów, by opisać moc tej dziewczyny. :) Kurcze, ale niebo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też wsiadam do autobusu całkiem spokojnie, za to wysiadam przeciskając się przez tłumy. No chyba, że chodzi o powroty, wtedy wątpliwe jest w ogóle zmieszczenie się w autobusie. Choć chyba wolę je niż pociągi. Mimo, że się spóźniejąto chyba mniej ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co ? Po prostu bardzo lubię Cię czytać :)
    PS Bardzo lubię Konwickiego :) czytałaś Bohiń?

    OdpowiedzUsuń

Anonim? Bez konta? Proszę wybierz opcję "Nazwa/Adres URL" i wpisz swoje imię/pseudonim/chociaż inicjały - lubię wiedzieć kto mnie odwiedza i komentuje :)