wtorek, 31 grudnia 2013

"It's human nature to be free and no matter how long you try to be good you can't keep a bad girl down."K.J. Steinberg -Gossip Girl

Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 31

Śniadanie wedle definicji to pierwszy posiłek dnia. Czyli zaczynajmy:
Koło północy były pistacje,kawa,mandarynki, orzeszki arachidowe.
Niemieckie latte macchiato. A rano w południe pizza. I kawa zwykła.
Rozpuszczalna.




Buziaki i uściski
Olala vel Fiolka & Siaśka vel Natalia


poniedziałek, 30 grudnia 2013

"Jest jeszcze jedna cecha kotów, którą podziwiam. Koty nie uznają żadnej winy. Kiedy pies rozwali lampę, wiesz to – wystarczy spojrzeć na psa. Koty nigdy nie uznają żadnej winy, kot po prostu z miejsca przechodzi do kolejnej aktywności. „Co się stało? Chrzanić to, ja jestem kotem. Coś się zbiło? Pytaj psa.” George Carlin


Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 30
Szklanka wody z cytryną i miodem. Dzisiaj współjadacz śniadań jest smutny.



On ze mną śniada. I się uczy-przy okazji roznosząc w zębach moje długopisy. Towarzyszy przy pieczeniu ciast licząc,że w kuchni dorwie maminą pieczeń lub chociaż wyłowi sobie jeden z moczących się filetów śledziowych.

Miauczy przeraźliwie o 23,bo chce jeść.Rozgrywa mecze piłki nożnej zakrętką od wody mineralnej. O drugiej w nocy. Wtedy gdy JA chce iść spać. Przy moich śniadaniach jest zawsze pierwszy. Moczy łapę w mleku do ciasta i oblizuje ją zamiast się po prostu napić(nie wspominając o tym,że to nie jego mleko!). Gdy widzi latte -biegnie szybciej niż ja-szklanki trzeba bronić niczym niepodległości. Jego największym przysmakiem jest psia karma.

Znak zodiaku: recydywista
Hobby: wykopki w doniczkach mamy,kradzieże kapci,spanie,jedzenie
Przyjaciel: owczarek podhalański
Miejsce do drzemek: brzozowy pieniek przy kominku
Używki: kocimiętka, piwo(przepada za czeskim,które podpija naszym nieświadomym gościom z kufli)

W dni tygodnia budzi mnie polowaniem na moje nogi o 6.37. W weekendy daje pospać i budzi o godzinie 9.00. Ale nie...nie myślcie,że poluje jak normalny uczciwy kot - czyli przez kołderkę. On by zapolować wchodzi pod kołdrę...

Współjadacz śniadań w domu rodziców wygląda tak.








niedziela, 29 grudnia 2013

"Bach, przylgnąłem do okna, nie istnieję, mam wakacje od bytu, w końcu to niedziela, nie?" Marek Bieńczyk

Niedzielne poranki są rozlazłe. Po prostu.One tak mają. I niczym tego nie zmienisz.
Niedziela wciąga  powoli w niezauważalny wir każdego kto stanie na jej drodze i wstanie z łóżka przed godziną dziewiątą.Możesz walczyć. Możesz się sprzeciwiać. Ot Twoja wolna wola. Dobre chęci są zawsze w cenie. Proszę.Nie spodziewaj się jednak cudów po niedzielnym poranku. Możesz zakładać,planować,nastawiać budzik,stawiać w pobliżu łóżka buty biegowe(najpewniej kot/pies weźmie jeden z butów w zęby i zaniesie na drugi koniec pokoju więc nawet nie próbuj...) czy szykować sobie stos notatek do przejrzenia(w najlepszym wypadku kot poloży się na nich spać, w najgorszym...sam sobie wyobraź co się z nimi stanie), zakładać napisanie połowy projektu i przeczytanie połowy leksykonu.

I tak nie zrobisz nic konstruktywnego no może prócz zjedzenia śniadania i wypicia kawy.
A zresztą nawet jeśli byś chciał drogi Czytaczu Czytelniku - to wiesz,że takie robienie czegoś konstruktywnego w niedzielę rano jest sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem niedzielnego poranka?


Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 29
Kawa,jedzone w łóżku do spółki z kotem grzanki z salami,żółtym serem,plastrami pomidora i czarnymi oliwkami. W przelocie złapana mandarynka i próba ogórków kiszonych Mamy.





czwartek, 26 grudnia 2013

"Obudziłem się rano ze strasznym pragnieniem, by cały dzień leżeć w łóżku i czytać." Raymond Carver

Dzisiaj za to spałam. Spałam do późna.Nie zjadłam śniadania-wypiłam w zamian dwie kawy.Zaraz potem obiad-nie,nie opłacało się jadać śniadania. Było w zamian małe co nieco jak to mawia jeden z moich idoli(Kubuś Puchatek) z makowcem i piernikiem w roli głównej.

Kolędy i piosenki świąteczne przejadły mi się już jakoś nawet dwa dni przed wigilią. Tak samo jak oficjalna interpretacja świąt.Trzeba było szukać czegoś innego. Alternatywnego.Drugiego dna. Innego znaczenia niż to wtłaczane nam przez Biblię,komercję,media...

Bo święta mają w sobie coś z niespokojności  i mroczności ciemności za oknem. Przesytu tym rokiem. Niedoboru wiary. Braku nadziei na dłuższe dni.Połowinek jesienno-zimowej części roku. Ciemności krótkich dni. Szamotania się z nastrojem.Przemęczeniem. Przesileniem roku. Leczonych pierwszą gwiazdką,bliskością rodziny,dużą ilością jedzenia,ciepłem kominka i mruczeniem zadowolonego kota.

Saturnalia. Mitra. El Gabala.Sol Invictus.
Nie tylko Narodziny Pańskie.







poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Potem jednak była ostrożniejsza z pragnieniami i marzeniami. Zrozumiała, że czasami człowiek otrzymuje to, czego pragnie." Bente Pedersen



Projekt śniadanie. Grudzień.
Dzień 23

Cappuccino. Cynamonowe jabłka zapiekane ze startym kruchym ciastem.
Jedzone pod kocem, w łóżku, z kotem,laptopem i w pidżamie. O siódmej rano.
Chyba zwariowałam.




niedziela, 22 grudnia 2013

Jak pies z kotem... C'est la vie?

Czasami trzeba spróbować wielu relacji z takimi samymi ludźmi jak Ty. By zrozumieć,że sens tego wszystkiego ukrywa się za odmiennością. Za znajdywaniem w odmienności podobieństw, za szukaniem w podobieństwach różnic. I nie nauczy Cię tego żaden serial,żadna książka,żaden film i żadne opowieści. Na własnym ego trzeba tego wszystkiego doświadczyć... albo czerpać z doświadczenia innych. Mądrzejszych od nas ludzi istot.

Bo one-zwierzaki.Wiedzą to najlepiej. Najlepsi przyjaciele ever. I mimo,że owczarek ma drugiego owczarka do towarzystwa. A kociak 6 innych towarzyszy tej samej rasy...to i tak razem im najlepiej.

Chociaż jedno przerosło drugie. To nadal się zdarza jedzenie z jednej miski. Psia karma jest najlepsza choć pies traktuje kocią jak przysmak...Nie nie szukaj tu logiki drogi przechodniu, drogi czytaczu ;)

Wspólna noc w psiej budzie,bo kot nie chciał zejść z drzewa na czas.Małe leżakowanie na materacu. Dawanie kocio-psich buziaków. Aż w końcu czyszczenie kota przez psa...skoro kot jest brudny trzeba go wyczyścić,prawda? Oczywiście nie zaszkodzi skoczyć na grzbiet psa z okiennego parapetu czy zarysować mu pazurem nosa od czasu do czasu.

To nic że jedno waży teraz kilogramów pięćdziesiąt,a drugie ledwie pięć.Patrzą się przez szybę okienną. Popiskują. Miauczą. Szczekają. Trzeba jedno wypuścić/wpuścić do drugiego. Inaczej nie da rady spać.

Na psi ogon najlepiej się poluje, z kotem najlepiej się śpi,kota trzeba też umyć-bo jak zwykle jest brudny i wpuścić do budy.A psa od czasu do czasu trzeba poirytować wspinaniem się na jego grzbiet i wyjadaniem mu z miski chrupek. Ot życie. Kocio-psie. C'est la vie.


















czwartek, 19 grudnia 2013

„Ręce można też ogrzać i o garnuszek w którym jest gorąca kawa, jeśli na świecie jest już tak zimno.” Tadeusz Różewicz

Myślałam,że już się nie polubimy Grudniu. Ale widzisz? Jak chcesz to potrafisz...
Chyba znalazłam idealną piosenkę świąteczną dla mnie. Trochę ciszy tuż po dwudziestej trzeciej. Przerywanej kolejnymi piosenkami rmf classic.Trzy ostatnie ciastka z żurawiną i czekoladą. Odrobinę magii jedynego wolnego wieczoru przedświątecznego w Gdańsku.

Nie poszłam na wigilię grupową. Nie poszłam na wigilię znajomych.Zrobiłam w zamian kubek herbaty. Usmażyłam placki.Usiadłam przy oknie czekając na wiedźmy.Pierwsza wolna chwila dla siebie od wielu wielu dni.Mały sabacik. I truskawkowe piccolo na macie do jogi.Na podłodze.Dosłownie wszędzie. Słodko-lepkie godziny czekania. Okruchy magi świąt znalezione pod łóżkiem. Niepodlana gwiazda betlejemska i zapach świeżo upieczonych ciastek. Gotowanego naparu z cynamonu i pomarańczy. Echo śmiechów w ciszy. Brokat na poduszce

Smutno mi tylko,że nie zobaczyłam z Tobą świątecznych dekoracji w rynkach trzech miast. Przepraszam. Może w przyszłym roku? Chodź obejrzymy dekoracji na moim oknie. Wypijmy gorącą czekoladę. Naprawdę nie mam ochoty wychodzić dziś z domu.




poniedziałek, 16 grudnia 2013

- Cześć kochanie, jak się miewasz? - Poruszam się w pozycji wyprostowanej i oddycham. Stephen King

Nie. Bo nie. Bo grudzień i listopad to nie to samo. Listopad ukryty za pozmianowoczasową ciemnością, ledwie zauważalny w blasku zniczy i pochmurnej aury. Spowity we mgle. Spokojny. Skromny. Melancholijny.Prowadzi mnie za rękę przez kolejne tajemnicze uśmiechy i mroczne zakamarki jesieni.Intryguje.Cały w wietrze, deszczu i różnych odcieniach szarości. Zimny choć nie lodowaty. Cichy. Pozwala na chwilę zadumy i śmiechu podczas biegu by zdążyć na ostatni dzienny tramwaj do domu...

Grudzień jest bezwstydny. Przyspiesza niemiłosiernie już wraz z pierwszymi jego godzinami.Wybucha złotem,srebrem,czerwienią i zielenią. Kolejnymi prezentami i rozgardiaszem. Głośnym śmiechem Mikołaja z parkingu Galerii Handlowej. Kolędami. Wymagający. Męczący.Ale i szalony. Bardzo terminowy.Musi dostać to co najlepsze.Nie uznaje kompromisów. Kochasz lub nienawidzisz. Wpadasz w wir grudniomanii albo jesteś uważany za Grincha. W efekcie niedosypiasz. I się stresujesz. Wszystko musisz zrobić przed świętami. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik kolokwia,prezenty,zakupy,projekty.

Tak bardzo kontrastuje z moim listopadem. Kiedy nic nie muszę. Za bardzo. Listopadowe dzieci tak po prostu mają. Wolą listopad. Sorry grudniu.Idź już sobie.



Podupadły projekt śniadanie.
Śniadania jem normalne. Jak na warunki mojego wydziału. Banan,ciastka,kawa. Energetycznie.


Ktoś uczy się szwedzkiego? 
Zachwycona <3

niedziela, 8 grudnia 2013

Śniadanie u dietetyka.

Niektóre śniadania jada się w naprawdę dobrym towarzystwie,ale dziwnym otoczeniu.
Albo się ich nie jada...To zależy.

Z Kate i Siaśką. Bo Piotrek poszedł Nas zdradzać...

sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajki 2013 / "Last Christmas I gave you my heart But the very next day you gave it away This year To save me from tears I'll give it to someone special " Wham

Mikołaj i Ksawery. Dwaj faceci,którzy zawładnęli moim piątkowym dniem. Dzięki Ksaweremu musiałam wstać godzinę wcześniej(Dzięki Stary,no naprawdę, pozdrawiam wszystkich poruszający się kolejkami miejskimi xoxo). Dzięki Mikołajowi musiałam logistycznie ogarnąć przewiezienie się na uczelnie z dwoma torbami podróżnymi,torbą z prezentami dla Kate, z wódką dla Rodzynka :* i paką 60ciastek maślanych i pierniczków by osłodzić znajomym uniwersyteckie życie.

Myślałam,że czapka mikołaja ochroni mnie przed złem całego świata i wydmuchaniem przez Ksawerego. Jakżesz się myliłam! Ksawery to charakterny energetyczny orkan chłopak,który sobie w kaszę nie da dmuchać!

Ale wiesz Orkan?! Nie ze mną te numery! Mikołajki spędziłam na uczelni,biegając od osoby do osoby z uśmiechem kretyna numer 15001900 "Udanych Mikołajek Bejboszu!" ubierając kodeks cywilny w czapkę Mikołaja. A potem lekką ręką licząc jakieś 190minut  siedzenia na walizkach,romansując z KC w Gdańsku Głównym oczekując pociągu relacji Gdynia Główna-odczepiane wagony w Bydgoszczy do Poznania-Katowice...
A mój pociąg-kierunek południowy-na Katowice odjechał o 15:19....

Ale teraz już wiem-Mikołaj ma ciężką harówkę. Seriously. Naprawdę nie wiem jak on to robi,że wszystkie dzieci dostają prezenty na czas-ach no tak...już wiem-Mikołaj korzysta z reniferów,a nie polskiej kolei ;)No i ten stres czy Kate spodoba się prezent?


Droga Julko jestej najbombastyczniejszym Mikołajem ever! <3 I nawet nie wiesz jakie katusze przeżywałam odbierając w czwartek paczkę z poczty...Pachniało niebiańsko. Obmacując stwierdziłam,że toto może być coś wydzierganego-ale tak ładnie pachniało...Potem zmieniłam opcję na kawowe ciastka kończąc na...no nie ale jednak paczka jest ciut twardawa więc to nie szaliczek wydziergany na drutach ani nic....Maybe granola kawowa?

BYŁO LEPIEJ. DOSTAŁAM KAWĘ! <3 herbatkę, czekoladki, kubeeeeeczek(taki sam kupił Mikołaj mojej wylosowanej osobie i  z żalem oddawał,ale to był ostatni w sklepie, no i .... JULIA dziękuuuuujęęęę! :* 
P.S.Uratowałaś mi życie czekoladkami gdy dogorywałam na dworcu.