piątek, 16 maja 2014

trochę o śniadaniach

Zapomniałam już o urokach blogosfery tak dobrze mi znanej z bloga pierwszego,z jadłospiśnika fiolkowego, a i z legalnej czasami znanej. To przecież tak oczywiste jak słońce, jak w maju bzy i niespodziewane ulewy.

Nie można nie mieć ochoty. Nie można wpieprzyć mniej niż góry jedzenia. Najlepiej na pokaz. Na siłę. Fundując sobie potem-jak większość śniadaniowców- głodowe porcje jedzenia czy posiłki tak zbilansowane i tak fit,że na samą myśl,że miałabym tak jeść zaczyna mnie boleć głowa.

Też zapewniając sobie ból żołądka,przejedzenie,niesmak. Bo tak trzeba.  Nie można się obudzić niegłodnym. Nie można nie zjeść śniadania. Nie można go zjeść za mało.  Ani za dużo,bo będzie "nawpierd...się jak świnia/porcje jak dla świni" i dziewczyny pokazują zamiast 4kanapek z nutellą - jedną, a inne,by zachować równowagę,jadają otrębiankę z mlekiem 0% i połową truskawki.
*tak,są tutaj takie - zbieżność opisywanych typów blogerek nie jest przypadkowa*

Nie można mieć mdłości na samą myśl machania łyżką w jakiejś papkowatej mazi ciepłej mazi. Nie można nie dodać pierdyliarda dodatków. Nie można nie mieć czasu i ochoty na paciaje w miskach,kanapki,omlety,ciasta,pączki,zalewajki i resztki z obiadów. Nie można tez w końcu nałożyć mniejszej porcji. Nie można śniadania nie zjeść.

Nie można och nie! No chyba,że w drodze wyjątku i wtedy pokazać śniadanie numer 2 z dopiskiem jak bardzo cierpiało się opóźniając pierwszy posiłek o godzin kilka. No cóż ja nie cierpiałam...dziwna jestem no nie?

Och nawet nie śmiem spróbować napisać Wam-nawet w komentarzach-że i czekoladowstrętu się nabawiłam po czasie majówkowym. Napisałam to publicznie? Oops. Już po mnie. No trudno.

Nie jest ważne co zjesz później. Jak zajebiście zdrowe posiłki masz. Nieważne,że jest bilans,białko,węgle, tłuszcz. Nie ma nic innego w życiu poza śniadaniem. Amen.

Trochę zaskoczona. Lekko zdziwiona. Z uśmiechem. Trochę z taką jakąś olewką na świat freaków posiłkowych. Mam wrażenie,że jestem tak bardzo poza tym. Tak bardzo nie pasuję. Bo jaka to różnica?

Może za mało tu bywam i się odzwyczaiłam od oceniania zawartości miski?

Dziewczyny obudźcie się! I te komentujące i te blogujące. Pilnujcie swojej michy objętości,jej zawartości,ilości i wartości. Komentarzami EDziaka nie zbawicie, normalnego tylko wkurzycie.

 Czy naprawdę nie zdarza się Wam wyjść bez śniadania? Spędzić poranek  w nieswoim łóżku nie zawracając sobie głowy taką głupotą jak śniadanie? Smażyć naleśniki niczym dla Armii Wojska Polskiego by zanieść je i wspólnie zjeść w przerwie pierwszych zajęć bądź na takowe czekając pakując do torebki obok papieru - słoik dżemu?

Współczuje. Ja nie umiałabym tak nudno. I tak stabilnie śniadać.

Dla równowagi śniadania dzisiaj nie zjadłam skoro wczoraj było ch....
Rano miałam ciekawsze zajęcia.Ale jutro już zjem.Po pierwsze: coś na bloga trzeba wstawić.
Po drugie śniadania są spoko,ale jedzone o ludzkich porach tzn. po godzinie 8 rano i bez stresu.


W końcu co do zasady-blożek miał mnie dyscyplinować.
Ale  nie oddałabym za nic tych śniadań,które się nie odbyły.
Ani tych,które składały się z owoców cy tylko kawy. Żadnych.

To ludzkie. Normalne. Dni są różne. Poranki też. I nasze nastroje.
Apetyt także.

To mi tutaj przeszkadza. Bardzo.
Lubie dzielić się chwilami,śniadaniami,cytatami...
Ale naprawdę nie rozumiem tego Waszego podejścia.
Ktoś mi wytłumaczy to iż odwiedzający mojego bloga lepiej znają potrzeby mojego organizmu w danej chwili?

P.S. A za mejla dziękuje bardzo. Jakaż troska...Nie nie znam objętości mojej miski.
Ani liczby zjedzonych truskawek. Chora też nie jestem. Dziękuje. Wprawdzie kicham czasami
Ale to alergia na pylki.



17 komentarzy:

  1. Chcesz powiedzieć, że dostałaś maila w którym ktoś miał coś do Twoich śniadań ? Przecież to Twoje śniadania, Twój początek dnia i rozpoczynasz go jak chcesz :) Powiem, że podoba mi się ten wpis.
    Muszę dorwać gdzieś truskawki bo tak nimi kusisz :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to nie raz! Nie wspominając o propozycji matrymonialnej również w mejlu nie wspominajac starszego bloga ;) jestę blogerę

      A bulwers na taki stan rzeczy istnial u mnie juz od dawna. Ale jeżdżąc komunikacją miejska jest czas by to przemyśleć i opisac ;)

      Usuń
    2. Matrymonialne propozycje powiadasz? :DDD

      A co do posta- dlatego właśnie zrezygnowałam ze śniadaniowego blogowania. Śniadania jem codziennie, bo mam czas, możliwości (i pieniądze :D), ale nie zastanawiam się nad tym 'co zjem' wcześniej, tylko po prostu wstaję i jem to, na co mam ochotę. Staram się jesc zdrowo, ale nie wyobrażam sobie wielogodzinnego gotowania, byle było fit za wszelką cenę. Nie mam czasu- kupuję co jest w sklepiku, jem na mieście, częstuję się ciastkiem, jem babcine gołąbki. Nie umyka mi życie między palcami, bo jedzenie jest na dalszym planie. Uprawiam sport, ale w formie przyjemności, gdy mam czas, nie na siłę. Jak wyjdzie, tak wyjdzie. Do takich wniosków czasem trzeba dorosnąć. a warto, bo je się po to, zeby żyć, a nie żyje się by jeść.

      Usuń
  2. przy refluksie nie mogę, majonez jest dla mnie zbyt ciężki, czuję się po nim bardzo źle i dostaję zgagi. ; )
    ach, a w kwestii codziennego dodawania śniadań to masz rację, ja raczej dostosowuję bloga do mojego dnia a nie dni do bloga. ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś czytałam twój fiolkowy dziennik, teraz legalną. Od dawna też przeglądam blogi śniadaniowe. Nie chciałabym się nie wiadomo jak rozpisywać w komentarzu, ale zgadzam się z tobą w 100%. Ba, wiem, o czym piszesz... sama kiedyś zakręciłam się na punkcie jedzenia, później śniadań i żałuję. To był zły czas. Tak po prostu. Wszystko kręciło się wokół jednego. Wstawałam strasznie wygłodniała o 5 i wcinałam śniadanie, często korzystałam z przepisów napotkanych na różnych blogach i też zaskoczyła mnie ich wielkość i "bogactwo", zastanawiałam się, jakim cudem te wszystkie dziewczyny są przy tych super śniadaniach takie chudziutki, później zauważyłam, że rzeczywiście te bilanse, porcje, wszystko jest tak śmiesznie dobrane, żeby "oszukać" czytelnika, chociaż może nie o czytelnika chodzi a o samą siebie. Wygrywam z chorobą, jem sobie smażone na maśle naleśniki, a masło orzechowe pochłaniam w chwilę. Kiedyś, kiedy szukałam "inspiracji" dla siebie i zazdrościłam, że komuś chce się o 5 smażyć placki, piec gofry czy jednoporcjowe ciasteczka, ale na jednym z tych blogów pojawił się kiedyś wpis "niekontrolowany", jajecznica niedzielna, nie super hiper ultra zdrowa owsianka z 1000 dodatków, ale jajecznica i ten wielki strach, ból, przerażenie przez zjedzeniem czegoś niekontrolowanego. Przecież nie jesteśmy wypadkową kasztanowej mąki, korabu, tahini, ich białka, tłuszczu, węglowodanów. Jesteśmy ludźmi, którzy mogą chcieć zaszaleć w nocy i spać do południa, zjeść na śniadanie pizzę z obiadu, drożdżówkę czy tabliczkę czekolady. Nie mówiąc już o spaniu w nieswoim łóżku i smażeniu naleśników dla Armii, a potem pałaszowaniu ich w gwarze śmiechu i rozmów o wszystkim i o niczym. Kontrolując wszystko, można paradoksalnie stracić kontrolę nad samą kontrolą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię długie komentarze;)

      Usuń
  4. Jakie cudowne zdjęcie!!!:)


    Wiesz co... ostatnio prawie codziennie przeglądając różne blogi, instagramy... łapię się na tym, że nie pasuję. I nie dziwię się młodszym ode mnie dziewczynom, które wpadają w taki fit-ciąg, chociaż ja sama ćwiczę, codziennie jem śniadania (z jednym dodatkiem zazwyczaj:) ), odżywiam się normalnie - cóż w tym takiego niesamowitego? Czy to trzeba podkreślać? Moim zdaniem nie. Moim zdaniem to po prostu życie, moje życie, Ty masz swoje, ze swoimi przyzwyczajeniami i tak dalej.

    Nie wiem co skłoniło Cię do takiej notki, domyślam się, że jakiś e-mail albo wiadomość.

    Dla niektórych blogosfera to terapia przy wychodzeniu z ED, dla innych to zabawa, dla innych to jedna z wielu części codzienności, dla innych okazja do popisów.

    Myślę, że za kilka lat blogi śniadaniowe odejdą w zapomnienie, nastanie jakaś nowa moda. Jak to bywa:)
    Ale Twój 'bulwers' za słuszny uważam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha. Trochę zabawne, bo z jednej strony podpisuję się rękami i nogami pod tym co piszesz. Popieram to, szanuję, podziwiam może, uważam, że takich blogów/osób z takim podejściem jest tutaj za mało.
    Z drugiej strony niestety gdzieś tam z tyłu głowy mam wrażenie, że napisałaś tu o mnie. Może tak może nie. Może przemknął Ci przez myśl mój blog pisząc to, może absolutnie nie miałaś go na myśli. Nieistotne, ale skoro ja poczułam, że to poniekąd mnie dotyka to znaczy, że ja mam problem. Nie ty.

    Na pewno uważam, że nie można blogów i blogerek/rów dzielić na gorsze- lepsze, bardziej wartościowe- mniej.
    Jeden pisze bloga dla innych, jeden dla siebie. Jeden chce żeby z wpisów płynęło przesłanie inny chce umieścić gdzieś co mu w duszy gra. I jedyne co mnie wkurza, to to, ze inni nie potrafią tego uszanować. Nie podoba się, to nie wchodzę, nie czytam, nie krytykuję. Ani pod własnym nazwiskiem, ani pod przykryciem anonima.

    Bardzo wartościowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i takiego wpisu tu trzeba było! Niestety w blogoswerze jest tyle ''troskliwych'' anonimów, które tylko czekają aż napiszemy, że śniadania nie było albo zjadło się na nie coś lekkiego. Przecież trzeba zjeść coś pełnowartościowego! Mają być węgle, białko sratatata...
    Mnie już nie raz zdarzało się nie jeść śniadań bo nie miałam najmniejszej ochoty. Nie widzę sensu, tak samo jak Ty, wypychania w siebie jedzenia. Jedzenie to przyjemność, a nie przymus.
    Cieszę się, że odważyłaś się to napisać!

    OdpowiedzUsuń
  7. nie będę pisać eseju, powiem tylko że czytam i kiwam głową, Jak dobrze, że są jeszcze zdrowo myślące blogerki! Jak dobrze, że ktoś jeszcze uważa, że nie ma nic lepszego niż nieodbyte śniadanie na rzecz korzystania z życia. Ż e tabliczka czekolady czasem działa cuda. Fabiola, wiesz, że lubię tu wchodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. no i dlatego właśnie nie zapraszam już (przynajmniej na razie) do zaglądania w moje miski, kubki, talerze.
    czytając wpis miałam przed oczami komentarz pod śniadaniem, w którym rolę główną grała bagietka. Nie byle jaka bagietka, ale prawdziwa francuska bagietka z PAUL'a, na którą zdobyłam się wiedząc że odpokutuję to później inną boleścią, jako osoba z nietolerancją pszenicy. Ale jak można nie spróbować tej słynnej bagietki? całe SZCZĘŚĆIE przekonałam się, że zawsze znajdzie się ktoś kto podpisze zdjęcie połowy bagietki jako 'bomby kalorycznej'. Tylko po to, że jeśli dodasz zdjęcie świeżego, pysznego soku na śniadanie (bo ja robię za*ebiste soki) to dostaniesz po głowie, że "za długo to na tych sokach nie pojedziesz". A mi przestała owsianka smakować. Nabiał mnie nie kręci. Jem czasem duszone jabłko z kalarepką i cynamonem na sniadanie. I nie chce mi się już tego pokazywać, żeby ktoś krytykował Twój, jeszcze raz T W Ó J lifestyle. A może bardziej breakfast style, bo z tego co mi wiadomo to nikt mnie nie śledzi przez resztę dnia, nie ma kamerki by widzieć co jem ani sondy w moim żołądku, żeby zaobserwować jak on się po czym czuje. Nie jestem pod żadną etykietką, więc albo ktoś na mnie wymysli nową, albo chyba faktycznie dla nikogo w tej blogosferze nie mogę już być ;( lovelove

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli zabrzmiało pesymistycznie, to nie, sarkastycznie miało być :*

      Usuń
  9. Ciekawy wpis. Dopiero zaczynam blogowanie, ale doskonale rozumiem o czym piszesz:). Myślę, że najważniejsze jest to, żeby prowadzenie bloga było przyjemnością, a to jak często publikujesz zdjęcia, posty i co jesz jest Twoja sprawą. Wiadomo, ze jednym będzie się to podobało, a inni będą krytykować:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja odnoszę wrażenie podobne do twojego. Choć to miejsce kojarzy mi się jeszcze z lansem- milion mąk o dziwnych nazwach, ziarenka, o których nikt nigdy nie słyszał. Modne jedzenie, nazwy na czasie... Kiedyś przyłapałam się na tym, że jak wrzucam zwykłe kanapki to aż głupio, no bo to kanapki, a nie żaden chlebek z Honolulu z płatkami dzikiej księżycowej róży. A potem pomyślałam boże, dziewczyno, jesz dla siebie, nie dla kogoś. I mimo wszystko wolę zjeść te moje ulubione kanapki niż wydawać tryliard złotych na jakieś kosmiczne składniki. Na pewno są zdrowe, ale czasem wolę zjeść po drodze banana i wydać pieniądze na chociażby koncert, a nie na superultrazdroweipożywnewowtakiegenialne ziarna jakieś tam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, już się z tym jakoś pogodziłam, chociaż wielu rzeczy muszę sobie odmawiać.
    Tak, chociaż masło orzechowe jest jednym z moich ulubionych dopalaczy i o dziwo nic mi po nim nie jest. ; )
    i dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Olala, ty zła jesteś, wiesz?! Bo ja zamiast się uczyć - 3 zaliczonka w przyszłym tygodniu♥, to czytam twojego bloga... jak książkę ;) No co poradzę, że lubię? ;)
    Ale zrób coś, zablokuj jakoś, bo naprawdę muszę się uczyć! ;)

    OdpowiedzUsuń

Anonim? Bez konta? Proszę wybierz opcję "Nazwa/Adres URL" i wpisz swoje imię/pseudonim/chociaż inicjały - lubię wiedzieć kto mnie odwiedza i komentuje :)