czwartek, 24 lipca 2014

"Z braku słów nie lubię w górę,lubię w dół wśród białych lamp. Kiedy sam niewiele w sobie mam,połykam wiatr. Mimochodem czując,że z każdm dniem mam coraz mniej,czas przemija,pamięć nie" Artur Rojek "Kot i Pelikan"






Chowam się. Ukrywam za cytatami. Cieszę się. Smucę. Gotuję. Piekę.Uczę się. Pracuje.Marzę. Ćwiczę jogę.Biegam po polu. Szukam kwiatów.Śpię.A czy Wy wiecie, że:
"gruby kot głaszcze swój puszysty brzuch" 






Projekt ciacho. Drugie śniadanie. Danie lipcowe.
Tort.
(biszkopt nasączony kawą,przełożony frużeliną truskawkową,śmieanową masą waniliową,obłożony truskawkami,posypany migdałami i gorzką kawową czekoladą.)


sobota, 19 lipca 2014

"Ze smutkiem trzeba tak walczyć, jak z chorobą. Nie dopuścić, żeby się stał chronicznym stanem, nałogiem myśli i uczuć. Trzeba mu przeciwstawić cele i dążenia, które pozostały żywe, trzeba przeciwstawić obowiązek względem ludzi - ludzi bliskich i Tobie oddanych. Rozumiesz? Jest w Tobie więcej sił, niż Ci się teraz zdaje."Stanisław Ignacy Witkiewicz


Pustkę w głowie mam. Pomimo. Wieczorem rozpiera mnie  energia. Ogranicza ciało.
W niektore dni po prostu trzeba isc wcześniej spac,wyłączyć telefony,tweetery,faceboki i instgramy. Internety mozna podbić później. Podobnie ma się z  przejęciem władzy nad światem - to naprawdę może poczekać.
Otworzyć  okno. Tylko tyle mi,potrzeba. Oddychać świeżym nocnym powietrzem. Rozkoszować sie ciszą. I patrzeć w gwiazdy wyzywająco, bez strachu,żądając szczęścia,rzucając wyzwanie.
Oops przypadkiem wyszłam przez okno. Dobrze,że tym razem mój pokoj to parter. Chociaż mi grożą,ze dostanę pokój na poddaszu, a ten władza domowa zaanektuje na szeroko pojęte potrzeby domowe

Ale wracam. Po drodze spotykając jeża. I rozhisteryzowanego,rozszczekanego owczarka widzącego tego kolczastego obcego na jego podwórku. Zabieram go ze sobą. Razem zbieramy maliny za sadem.

W niektóre dni trzeba sie wymknąć życiu na parę godzin. W niektóre dni trzeba sie położyć wcześniej spać . W niektóre dni trzeba po prostu samą siebie odłączyć od świata. Inaczej grozi migrena.


Projekt śniadanie. Lipcowe..
Kasza jaglana gotowana na cynamonowym mleku migdałowym.
Szklanka dzikich malin,oblepionych resztką znalezionego w czeluściach lodówki-czeskiego mleka z tubki.




I moje polecane miejsca w blogosferze

piątek, 18 lipca 2014

#polecanki

Dziwi mnie fakt braku takowych na śniadaniowcach. Wręcz poraża nie reklamowanie swoich ulubieńców i kwitowanie tekstem:  nie chce nikogo wyróżniać. A ja chcę. Nawet co miesiąc(taki mam plan!)

I tak zachwycają mnie Ankowe śniadania. Obecnie wprost ze Stanów Zjednoczonych

Cieszy powrót Kate do blogowania

Zdecydowanie lubię spamować u Marty, która pisze . Często wpadam do niej wprawdzie nie na śniadanie a na studenckie posiłki(ten brokulek przy studencie pijącym piwo mnie rozczula),które są codziennie fit (bądź fat;)


Szczęścia uczę się od Justyny

I podziwiam samozaparcie Darii w jej cudownych pomysłowych porannych śniadaniach

Gdy mi mało wpadam do Gdynianki Pam by nauczyć się kilku uroczych tekstów i zobaczyć przegenialne połączenia poranne.

Skoro mówimy o śniadaniach to i o owsiankach mowa -nie sposób nie wspomnieć o królowej owsianek Elin
A jeśli chcecie poczytać o stresie to o tutaj-ta babka zna się na rzeczy... znaczy się na stresie!


Zajawki na wegan rzeczy trzeba szukać na jedynym słusznym wegańskim blogu(według mnie,ale co ja tam się znam) o tu u I can't belive itsvegan. Bo jest prawdziwa, niewystylizowana. I można jej uwierzyć, ze faktycznie kocha gotować, jeść,działać i robi to nie wymuszenie, zresztą sami sprawdźcie
 

A zapominalskim przypomnę,że  Monika  i Ala wróciły (oby na dobre!)
 
A z Sylwią zawsze możesz pobiegać
Trochę,orientu sie przyda- tu mozna sie pozachwycac humorem Kury i jej lekkim piórem opisującym przygody Żywiciela i Przychówka
 
I na koniec poki trwa projekt1600 zapraszam,o tu.
 

I to na tyle,bo przecież muszę mieć co polecać za miesiąc;)

 

poniedziałek, 14 lipca 2014

piątek, 11 lipca 2014

"To nie są czasy, w których można być bezkarnie sentymentalnym, pęd nie uznaje kierunku wstecz. Biegnie się we mgle, na oślep, na bezdechu. Pojawia się dezorientacja, z niej strach. Ze strachu panika, z paniki obłęd; coraz częściej myślę, że my wszyscy mamy w mniejszym lub większym stopniu pokruszoną, zniekształconą psychikę, że to szaleństwo, te fobie i niepokój to choroba cywilizacyjna, fatalistyczne przeczucie lemingów pędzących ku przepaści."Radek Kolago, "Śmiertelne piosenki"

Lipiec jest zawsze bardzo standardowym miesiącem. Rzekłabym: przewidywalnym od jego pierwszych chwil do ostatnich godzin. Wypełniony bliżej nieokreśloną tęsknotą za Bożym Narodzeniem. Piekę więc makowce, nucę piosenki z bajek, oglądam Anastazję i Ekspres Polarny i szereg zimowo-świątecznych filmów.

 W międzyczasie robię przelewy, porządkuje archiwa, wkładam dokumenty do odpowiednich segregatorów, wykonuje telefony, sporządzam pisma, adresuje koperty i staram się nie wydawać wszystkich pieniędzy na książki. Niestety tak już u mnie jest każde pieniądze ekstra, każde odłożone - wcześniej czy później wylądują w kasie jakiejś księgarni.

A wieczorami czytam Grzesiuka, znów przypominam sobie to co pisał Hłasko i taplam się w historii drugiej wojny światowej. Bezapelacyjnie kończę w czasach PRL czasami o II RP zahaczając. W tym roku jakoś wyjątkowo mnie jeszcze na literaturę amerykańską wzięło.


I dobrze. Bo pomiędzy tym wszystkim wykradam chwile by pobyć we Wroclove, a jadąc pociągiem łatwiej czyta się powieści. I wracam z zawalonymi  doszczętnie zatokami i siedzę w domu chociaż na dworze pies znalazł jeża i zastanawiamy się z Mamą czyby go nie zaadoptować, ale chyba jeż podwórkowy spuściłby manto naszemu afrykańskiemu… 

I w sumie dobrze jest jeść rosół z domowej kaczki, uczyć trzylatka jak zrobić kawę(potrafi! Moja krew, to chyba rodzinne…) i jem na śniadania zupę z krewetek, ciastka zagryzane jabłkami w pociągach, a i czasami kanapki najzwyczajniejsze z serem i szynką i pomidorem-najlepsze bo na podłodze dwupokojowego mieszkania bądź działki gdzie zmieściliśmy 35 osób. Zdarza się owsianka, bywa że i jajecznica ze szpinakiem a i potrafię te posiłki odwrócić i gdy gardło zaboli owsiankę budyniową jem na kolację.

Wiem,że nie jest idealnie,wiem,że pewne rzeczy zawalam. Wiem,że zatoki i gardło wciąż i wciąż chore to nie żarty, wiem,że moje jedzenie przekłada się na odporność. Wiele wiem,ale cholera-tak trudno ogarnąć mi perfekcyjnie zdrowe jedzenie mając po prostu życie.








środa, 9 lipca 2014

“ Kiedy człowiek powiada, że nie chce o czymś mówić, zwykle to znaczy, że nie może myśleć o niczym innym.” — John Steinbeck - "Na wschód od Edenu"

Dużo nadziei się we mnie kłębi za tymi ołowianymi chmurami  dzisiaj.
I  myśli nieuczesane nieprzełożone na zdania jeszcze.
Zdań zero.
Myśli tysiąc na minutę.
Pora coś z tym zrobić naprawdę.



Projekt śniadanie. Lipiec.
Ogródkowe truskawki,sernik,cappuccino na mleku migdałowym.








środa, 2 lipca 2014

"Chciałbym zrozumieć Einsteina, który na łożu śmierci mówi: - Umieram i nie wiem, co to wiatr. "J Borszewicz "Mroki"

Chciałbym
zrozumieć człowieka,
który skacze z szesnastego piętra
i w locie krzyczy:
- Nie ma śmierci!

Chciałbym
zrozumieć drzewo,
które w samym środku lata
próchnieje.

Chciałbym
zrozumieć mordercę,
który klęczy nad swoją ofiarą
i płacze.

Chciałbym
zrozumieć Einsteina,
który na łożu śmierci mówi:
- Umieram
i nie wiem, co to wiatr.

Chciałbym
zrozumieć mężczyznę,
który stoi na czubku Everestu
i mówi:
- Nie wiem,
jak stąd zejść.

Chciałbym
zrozumieć kroplę rosy,
która mówi:
- Boję się deszczu.

Chciałbym
zrozumieć króla,
który w chwili koronacji mówi:
- Tak oto
traci się wolność.

Chciałbym
zrozumieć chłopaka,
który podciął sobie żyły
w stacji honorowego krwiodawstwa.

Chciałbym
zrozumieć przyjaciela,
który umarł dwa lata temu
i do tej pory jeszcze nie wrócił.

Chciałbym
zrozumieć faceta,
który patrzy w lustro i mówi:
- To nie jestem ja. 

J Borszewicz "Mroki"


Projekt śniadanie. Lipiec.
Owsianka na mleku skondensowanym i wodzie.
Z sokiem z cytryny,dżemem truskawkowym z zielonym pieprzem.
Poziomkami i płatkami migdałów