niedziela, 14 grudnia 2014

"Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę, to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką - drżeniem liści, które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi potok, to jest czas, który ucieka, ty pozwalasz mu przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu. I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają nietknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd wiem, że masz bardzo piękne usta." H. Poświatowska

 
Zatapiam się w słowach Hłaski. Jego minimalizmie słów odnajduje sens. I uczucia  zagubione. By powrócić do Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej poprawiając Poświatowska. Spotykając w słowach Osiecką piszącą  zawsze w punkt. Gdzieś przebija się historia Madame Rubinstein, legendy kobiety która wymyśliła piękno. Magia czytania jednak w połowie znika. W pewnej chwili historia Madame staje się męcząca. Wymaglowana obowiązkami, mimowolnie, powracam do Poświatowskiej,żałując,że Szymborska została w domu rodziców.

Zrozumienia mi teraz trzeba.
Poezji. Miłości.Cierpliwości.
Zmieniacza czasu.
By były już Święta.
Proszę.
I żebym mogła w spokoju jeszcze raz obejrzeć "Idę"



najulubieńszy:

"umarłe włosy nie tańczą...

umarłe włosy nie tańczą
nie sprzeczają się z wiatrem
nie opadają na zmarznięte uszy
nie wabią palców ani ptaków

rozsypane na chłodnej poduszce
nie płoszą snu szelestem
w srebrnym deszczu nie mokną
nie drżą

na białym łóżku
leżą wystygłe głuche

i jeśli kwiat - to obco
jeśli uśmiech - obojętnie
słońce z nieba odeszło na palcach
to już noc"

Brak komentarzy: