niedziela, 30 marca 2014

„If you can’t be better than your competition, just dress better.” - Anna Wintour

Tęsknie za snem nocy letniej. A raczej życiem nocy letniej. Gdy o zmroku wracając bulwarem tliły się światła miasta. Nie zamarzało się w sukience. Nie wiązało się z założeniem pod spód barchanów w postaci dwóch par rajstop i ciągłego och ciągłego marudzenia: Chodź już. Jest zimno. Nie trzeba pakować do torby termosu z kawą by posiedzieć chwilę na plaży. I starczą ulubione miętowe lody. Czekolada niekoniecznie. Nie latem.

Nie trzeba myśleć. Nie trzeba wstawać, Nie ma widma sesji-jest już po. Można śnić. Pić. Jeść. Bawić się. Pierwsi turyści błąkają się wokoło i pytają o drogę. A Ty możesz bez konsekwencji zarwać noc..albo dwie. Odespać kiedyś tam w dzień. Jedynym zagrożeniem może być nadmorska burza. Tak uwielbiająca łapać mnie zawsze gdy jestem gdzieś.

 I szło się plażą. Na bosaka. Przy księżycu. Trzeźwym już dawno się nie było.Ale pijanym też jeszcze się nie -w końcu to Sopot,noc jeszcze cała,aura miła i przecież do wschodu słońca wypadałoby dotrwać-w końcu po to tu czekacie.

I dzwoniło po taksówkę w deszczu próbując wytłumaczyć pani dyspozytor,że jesteście w lesie,ale tak ten las jest w Gdańsku...

Tęsknie,otwierając słoik z zakonserwowanym latem w formie konfitur truskawkowych.
Najlepiej smakuje na plaży ;) 
Projekt śniadanie. MARZEC jeszcze. 
Kanapki z chleba żytniego na zakwasie z żurawiną. Masło. Feta. Jajka.Szczypior. Sól morska. Ostropest. Cytrynowy pieprz.


Tak,prześlę Ci te dokumenty. Tak i słoiczek dżemiku,co dziecko? Albo dwa?
Wysłała. 18.

I kawa. Bo dawno kawy tutaj nie było.


piątek, 28 marca 2014

“Kiedy oczekujemy wielkich wydarzeń to tracimy z oczu te mniejsze, które tworzą naszą historię. Kiedy patrzymy na las przestajemy widzieć pojedyncze drzewa. O wielkich zmianach decydują małe epizody. Jedno spotkanie, jedna książka, jedna decyzja. Potem wszystko jest już tylko konsekwencją. Kiedy raz oddalimy się od siebie samych, od swoich potrzeb, pragnień, tego co intuicyjnie czujemy, trudno jest powrócić.” J. Walkiewicz

Projekt śniadanie. Marzec nadal.

Po tym tygodniu moje biurko przypominało obraz nędzy i rozpaczy. Gdy mieszały się na nim eleganckie filiżanki po kawie i pospolite kubki też po kawie. A pomiędzy nimi stosy kartek,kserówek,podręczników.Najlepiej paznokcie maluje sie na karnym. Na innych podręcznikach tak dobrze nie wychodzi. Problemem jest brak miejsca na zdjęcie. Tak trochę. Trudno.

To co-koniec pisania zmywamy i jemy śniadanie?

"Męskie" kanapki tak ostatnio przez niektórych ochrzczone z chleba na zakwasie z żurawiną, toną masła,na które dziś rano najbardziej miałam ochotę. Wędliną. Domowymi kiszonymi ogórkami.Rzodkiewką. I jajecznica. Dzień Dobry. Weekend się zaczyna. Weekend? A co to? Pijmy dużo kawy. Jedzmy dobre rzeczy. Ćwiczmy jogę.Odeśpijmy pracując nad swoją wiedzą po 12 godzin(taki plan przynajmniej).

środa, 26 marca 2014

"Dziś nie istnieję. Wyłączyłam telefon. Leżę z Werterem pod kołdrą i smutek przeszywa nas oboje. Dziś nie istnieje. Nie pytaj o mnie. Nie patrz na mnie. Nie dotykaj.. O nic nie pytaj, bo nic Ci nie powiem. Ostatnio coraz mniej mówię.Tobie. A jeśli cokolwiek to nie ma to znaczenia. Dziś nie istnieję". — Szymborska tego nie napisała/soup.io

Skorzystam z okazji. I trochę pomilczę.
 W zamian. Posłuchajmy. Odpłyńmy.
Odstresujmy się.Chociaż na chwilę.
Proszę.

Max Cooper - Adrift (feat. Kathrin deBoer)



Projekt śniadanie. Marzec.

Lunchbox. Brzydkie słowo. Po mojemu: drugie śniadanie. Przygotowywane 10 minut przed wyjściem na ostatnią kolejkę pozwalającą dotrzeć na uczelnie punktualnie. Kasza jaglana gotowana na kompocie truskawkowym z truskawkami,borówkami,bananem,migdałami i ostropestem. Skropione sokiem z cytryny. Pyszne.


poniedziałek, 24 marca 2014

sobota, 22 marca 2014

"A teraz pójdę sobie zrobić herbaty, bo usycham z niezdecydowania, zawahania, niepewności, rozczarowania, nadmiaru obowiązków, tęsknoty i niewytłumaczalnego uszczerbku na psychice. ” http://katalama.soup.io

Była burza i był deszcz. Samozachwyt też.

Projekt śniadanie. Na marzec jeszcze.Pierwsze wiosenne

Wybudowałam fort jak w dzieciństwie. Z kołdry,wszystkich znalezionych poduszek i kilku kocy.Fort karny. Front zachodni dziś.Migrena. Karne. Szwedzki. Cześć. Chce jeść. To co śniadanie?
Resztka kaszy jaglanej ugotowanej na cynamonowym mleku ryżowym. Z pomarańczą podduszoną na maśle. Wyciągniętym z zakamarków szafy czekodżemem wiśniowym od Mamy. Łyżeczką masła orzechowego. O dziwo. Było dobre. Mimo masła.




piątek, 21 marca 2014

"Ludzie sypiają ze sobą, nic ekscytującego. Zdjąć przed kimś ubrania i położyć się na kimś, pod kimś lub obok kogoś to żaden wyczyn, żadna przygoda. Przygoda następuje później, jeśli zdejmiesz przed kimś skórę i mięśnie i ktoś zobaczy twój słaby punkt, żarzącą się w środku małą lampkę, latareczkę na wysokości splotu słonecznego, kryptonit, weźmie go w palce, ostrożnie, jak perłę, i zrobi z nim coś głupiego, włoży do ust, połknie, podrzuci do góry, zgubi. I potem, dużo później zostaniesz sam, z dziurą jak po kuli, i możesz wlać w tą dziurę dużo, bardzo dużo mnóstwo cudzych ciał, substancji i głosów, ale nie wypełnisz, nie zamkniesz, nie zabetonujesz, nie ma chuja." Jakub Żulczyk "Ślepnąć od świateł

Wiosna przyszła. Świat staje na głowie. Rozkojarzenie sięga zenitu. Pisanie nie idzie.
Chmurzy się. Jeszcze nic nie zapowiadało wczoraj ponurych zaokiennych widoków. Kapryśna staje się ostatnio. Ta pogoda. I ja. Niezadowolona. Potrzebuje pierwszej wiosennej burzy w tym roku.
 Bardzo. Żeby zmyć wszystko. Oczyścić. Mieć pretekst by zacząć wszystko na nowo.Dzwonie po 22 siedząc w ciemnej kuchni z suszonymi owocami i kubkiem herbaty. Staram sie wypogadzac. Wygadać. Niektórzy już od 20 śpią,wiesz?

Chcę wyciągnąć z szuflady biurka czystą kartkę. Mieć chwilę czasu. I ulubionym piórem, zielonym atramentem-zapisać ją całą. Tylko nie mogę znaleźć czystej kartki coś. Jakoś. Od tygodnia. Ani chwili czasu.
z kiedyśtam. lunchbox. Kasza gotowana na bulionie warzywnym z łososiem,sokiem z cytryny,fasolką szparagową,zielskiem,pestkami słonecznika.



http://instagram.com/fiolka92 jakby co

poniedziałek, 17 marca 2014

"Ludzie potrzebują ekstremalnych dowodów cielesnych, żeby uwierzyć, że (i zrozumieć dlaczego) człowiek cierpi. Nie widzą robactwa, które drąży ludzkie umysły i zamyka ich w czterech ścianach mieszkań i zakładów psychiatrycznych." — Olga Świątecka

Dobrze dostać drugie śniadanie na drogę,niemalże jak w podstawówce. Ale nie zaprzeczę-trudno jest wrócić do rzeczywistości.Szczególnie gdy do mieszkania właściwego wracasz grubo dobę po przyjeździe do Trójmiasta,zahaczając po drodze jeszcze o dwa mieszkania i punkt ksero.

Smażąc kawowe placki. Próbując w końcu zupy pho. Wyjadając ze słoiczka truskawkowy dżem z amaretto. Dopijając kolejne kawy próbuję zidentyfikować herbatę,którą chciałabym kupić. I zamiast niej-kompletuje w sklepie"zestaw małego  masochisty prawnika". Pod koniec dnia ląduje w końcu pod kocem,ze swoim kubkiem herbaty i gramatycznymi ćwiczeniami.

Staram się skrobnąć tu kilka zdań.
Staram się nie zasnąć.
I nie słyszeć przeraźliwej wichury za oknem.
Chociaż mam wrażenie,że długo tu nie zostanę.
Bo boję się spać sama.
Podczas pełni. I w taką wichurę.


sobota, 15 marca 2014

Śniadanie u dietetyka któreśzkolei


no i chuj. pofarbowałam włosy,a cytat dzisiaj wcięło.
ale nie wszystko nadaje się by tutaj, w Internecie publikować
w zasadzie nic oprócz śniadania
smacznego



czwartek, 13 marca 2014

Bo cytaty są wszędzie...nawet na kolejowym dworcu.



Takie zabawne te moje śniadania. Od burżuazyjnych egoistycznych cytrynowo-bananowych bezglutenowych placków poprzez jajecznicę potrójną,a pomiędzy brak czasu na cokolwiek poza zadekowaniem się w łazience na kwadrans. Zebraniem się w sobie by pomyśleć gdzie wczorajszego wieczora wieszałam przywiezioną niebieską sukienkę. I jak bardzo niehumanitarne będzie złamanie obietnicy brzmiącej-"pomoge Ci rano pozmywać"...



niedziela, 9 marca 2014

"Nauczyłam się jednak, że sami tworzymy własne szczęście i że sięgnięcie po coś, czego pragniemy, oznacza również utratę czegoś innego. A kiedy gra toczy się o wysoką stawkę, strata może być bardzo dotkliwa." Emily Giffin "Coś pożyczonego"

Bo jest dobrze.
Jest życie.
Jest wiosna.
ptaki.
A ja jak jeszcze nigdy potrzebuje chwili spokoju, beztroskiej ciszy i ukojenia.
Tylko przez weekend. Chociaż w sobotę. Odrobinę w niedzielę.
Trzeba mi.
Wystawiania twarzy do słońca,wiatru,plaży,morza.
Ale bez tych tłumów rodzinnych głośnych bezczelnych
Naruszających przestrzeń natury przyjemny hałas
Zabierz mnie gdzieś daleko gdy będziesz miał czas.
Proszę

Projekt śniadanie. Marzec
Ryż. Brokuł. Natka pietruszki.
Szklanka rosołu. Ugotowana marchewka.





sobota, 8 marca 2014

"Piętnaście po czwartej rano wszystko wydaje się możliwe. Absolutnie wszystko". — Stephen King

Dziś nie napiszę nic poza tym,że uśmiecham się cały dzień.Znajdując nareszcie chwile na spokojną kawę, trochę życia, aptekę,porządny obiad,muzykę i  sen. Bez zbędnych wynurzeń o tym jak to życie jest niczym projekt,a ja z włosów zamiast popiołu wyczesuje lakier. Nie wracając do domu w tygodniu wcześniej niż przed dwudziestą trzecią. Starając się doczytywać prawo w przerwach między zajęciami,kolejkach w bufecie po kawę i w pociągach. Ginąc w papierach. Gubiąc zakreślacze. Nie wiedząc,w którym mieszkaniu zostawiłam sweter,w którym legginsy i gdzie zapodziałam pastę do zębów.

Próbując wykrzesać z siebie - na ostatniej prostej- odrobinę poprawnej polszczyzny,trochę przecinków,kreatywności i do cyferek cierpliwości.

Odgrzewając nocami zupę, robić dla pięciu osób drugie śniadanie. Rano piec, zmywać,wstawać. Do torby pakować nocne drożdżowe. Kupować banany po drodze. Och i mleko waniliowe. Zmieniać miejscówki niezmiennie pisząc to samo. Grozić pobiciem poprzez , niezgodne przeznaczeniem, użycie słownika.
Kanapki,danonki, kawa,pomelo,banany,faworki. Obiadowe jajecznice z tuzina jaj. W końcu koniec. Oddech. Chwila.

Staram się odnajdywać radość w możliwości posiadania codzienności.



sobota, 1 marca 2014

"Kolejny piątek wieczorem ponownie w pobliżu soboty próbuję stanąć na nogi.Prywatna grawitacja jak sznurkiem przywiązana przyciąga i oddala mnie(...) Przyglądam sama sobie smaruję usta miodem włosy upinam w kok. Mówili w domu o mnie wiatr na pogodę dziś spokój dogania mnie."Mela Koteluk

Życie na wysokich obrotach spowite mgłą i różowym brokatem.Wytrzepywanym z włosów,firanek i dywanu .Odnajdywanym w białej pościeli,na świeżo upranych sukienkach,na blacie wydziałowego audytorium   i w notatkach z cywila też.Kameralne imprezy na pół pubu ,konferencja,praca i inne zajęcia.Powroty późne. Późnonocne. Późniejsze niż planowane. Poranne rozgardiasze w bałaganie poranka dnia poprzedniego.  Z autoodpowiedzialnością pieprzenia ambicji za dnia. I prób snu w nocy.

Biegi z różowymi wstążkami,panterkowymi prezentami i zapachem kawy w tle. Czasami zmienianym na herbatę z miodem zamkniętą w kubku termicznym i upychane do torebek dokumenty do zawiezienia na drugi koniec trójmiasta.

Zaczął się weekend. Zostaje w domu. Limit nocnych powrotów do domu wyczerpałam w tygodniu. Nie wychodzę nigdzie. Nie. Nawet nie namawiaj. Odpocznę przy karnym. Wyluzuje. Z obawy przed słabością. Sama. I to nawet z radością. Ku ciesze złego towarzystwa wciąż i zmuszającego mnie do tego.


Projekt śniadanie.
Nawet śniadania stały się jakieś takie różowawe(chociaż nie wszystkie-uff!) Na szczęście-brokatu w nim nie było.Gdzieś było mleko ryżowe z miodem,białym ryżem i malinowym musem. A no i przygrzewana bagienna zupa z bułkami żytnimi na zakwasie - zrobione z nich kanapki z masłem,rzodkwią,natką pietruszki,jajkiem w koszulce i solą morską. Och i maliny zapiekane pod ciastem naleśnikowym-też-to dzisiaj