środa, 22 kwietnia 2015

“ Jestem strasznym nadwrażliwcem. Bycie nadwrażliwcem to chodzenie po cienkiej linie: jest euforia, czyli nagła radość z drobiazgów albo depresja, czyli załamanie i upadek. Niektóre rzeczy widzę trzy razy mocniej niż inni. Tak jak zauważam różne piękne sprawy, tak widzę syf, którego ludzie nie zauważają. Wrażliwość, która daje mi masę możliwości, musi ze mnie wyjść. Jak zaczynam ją w sobie kumulować, to jest źle. ” A. Chylińska

Ktoś mi mówi: "dorosłaś", a ja wcale nie jestem tego taka pewna. Oczywiście w teorii chyba coś w tym wszystkim jest, ponieważ rzadko z tym Ktosiem rozmawiam toteż jakiś punkt zaczepienia ma. Jednak ciężko jest przyznać rację osobie, której się nie lubi.

W praktyce utożsamiam się z niemowlakami i sześciolatkami, które cierpią na wyrastanie zębów. Mówi się "zęby mądrości", a i owszem. Mądra Mądrzejsza jestem odrobinę odkąd uniosłam się honorem i w sobotnie południe pogardziłam jednak wycieczką do apteki. Więc ku uciesze moich rosnących ósemek czekała mnie niedzielna apteczna wyprawa.

Można by powołać się na fakt pisania pracy magisterskiej,publikacji,projektów czy ekspertyz - jednak te czynności sprawiają,że już od przeszło listopada nawet nie sprawiam pozorów i okupuje kawałek podłogi bibliotecznej - tak jakoś metr na metr - z laptopem, butelką wody, przemycaną wciąż kawą i pingwinami rysowanymi w wolnych miejscach moich notatek

Jest jeszcze fakt naczelny dla Ktosia. Termin "ustatkować się". Właściwie nie wiem co oznacza ustatkować się ale od przeszło pół roku jestem w związku. I ten facet skutecznie wywraca moje życie do góry nogami, nie wspominając nawet o kwestii  kodeksów rozrzuconych na dwa mieszkania czy porannego poszukiwania koszuli,która w najlepsze czeka w mieszkaniu odległym o 4 przystanki tramwajowe.

Nadal jednak piję piccolo i dobre wino. Weekendy spędzam pracując,a w środku tygodnia wychodząc z uczelni grubo po 20 czy 22 - wraz ze znajomymi kieruję swoje kroki do jednego z bliższych pubów. Wstaję jednak wcześnie rano i staram się pracować, działać,zarabiać już. Wiem, jestem tego pewniejsza niż kiedykolwiek,że jestem we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi wokół mnie.

Jednak na tym wszystkim istnieje drobna listopadowa rysa,o której chcę pamiętać nawet wiosną. Lodowate listopadowe południe,które przyćmiło 22 urodziny - i pewną mądrą Matką w żałobie. Już nie smutek,a zaduma. Lekcja na całe życie. Mam nadzieję. Wszystko przychodzi z czasem,powoli zdobywane w mozole - cieszy najbardziej. Pasja,przyjaźń, miłość, praca,a za nią pieniądze i rzeczy materialne takie jak dom,samochód,pies czy firma. Inaczej życie będzie tylko smutnym samotnym domkiem z kart rozdmuchiwanym przez najmniejsze niepowodzenie. A w Trójmieście gdzie wiatr wciąż wieje - to nie jest dobre rozwiązanie.

"Widocznie dorosłaś" - wiesz...trochę tak. Ale to dobrze. Strasznym byłoby się cofać!
A Ty drogi Ktosiu? Może zajmiesz się sobą? Czy pamiętasz...




2 komentarze:

  1. Czytam cię od czasu fiołkowego jedzenia. Internet to dziwne miejsce. Ale mam nadzieję, że nigdy z niego nie znikniesz :) Bardzo miło jest czytać o tym, jak wszystko Ci się dobrze układa, jak udało ci się naprowadzić życie na ten właściwy kierunek. Oby trwało to jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, takie od serca bardzo to co napisałaś. Czasem ktoś nie do końca do tego upoważniony powie nam coś, co nie do końca chcielibyśmy usłyszeć i idzie za tym całą fala refleksji. Chyba między innymi po to są te blogi, żeby powiedzieć coś, czego nie powiedziało się komuś prosto w twarz. I nie podejrzewałam Chylińskiej o takie słowa.

    OdpowiedzUsuń

Anonim? Bez konta? Proszę wybierz opcję "Nazwa/Adres URL" i wpisz swoje imię/pseudonim/chociaż inicjały - lubię wiedzieć kto mnie odwiedza i komentuje :)